czwartek, 26 maja 2022

W nocy z 27 na 28 maja 1946 r. 150 żołnierzy z WiN, dowodzonych przez Wacława Dąbrowskiego ps. „Azja”- komendanta hrubieszowskiego obwodu WiN i 300 banderowców z UPA wspólnie zaatakowali w Hrubieszowie posterunki NKWD, UB i MO. Uwolniono 20 więźniów.

 





27 maja 1946 roku w Hrubieszowie połączone oddziały UPA i WiN dokonały ataku na lokalny posterunek Milicji Obywatelskiej, siedzibę Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego oraz budynek Komisji Przesiedleńczej. Jednym z celów tej akcji było uwolnienie więźniów politycznych przetrzymywanych przez władze komunistyczne.

Wspólna akcja Ukraińców UPA i WIN była efektem zawieszenia broni między tymi armiami wiosną 1945 roku. 

Plan tej akcji zatwierdzony przez głównego dowódcę UPA w Polsce zakładał udział 300 Ukraińców i 150 Polaków.

Dowództwo nad całością sił ukraińskich objął Jewhen Sztendera „Prirwa”. Nocą upowcy przemaszerowali na miejsce spotkania z winowcami do lasu pomiędzy wsiami Trzeszczany i Podhorce, oddalonego od Hrubieszowa o 6 km. Zgrupowanie polskiego podziemia skoncentrowało się w tym samym lesie, lecz w innej jego części, gdzie stawiły się hrubieszowskie oddziały partyzanckie Kazimierza Witrylaka „Hela”-”Druka”, Stefana Kwaśniewskiego „Wiktora”, Czesława Hajduka "Ślepego”, Mariana Horbowskiego „Kota”, NN „Kalifa” i chełmski oddział Henryka Lewczuka "Młota”. 

27 maja 1946 r., około północy oddziały partyzanckie przekroczyły most na Huczwie od strony Sławęcina. Oddział ukraiński, który miał zdobyć komisję wysiedleńczą odłączył się zajął swoje pozycje, zaś pozostałe oddziały przeszedłszy przez most chełmski weszły do miasta, gdzie nastąpiło rozdzielenie. Oddziały UPA, które miały uderzyć na NKWD oraz oddział „Młota” skręciły w ulicę Partyzantów i dotarły na wyznaczone pozycje, ok. 40 m. od koszar NKWD i ok. 30 m. od ich komendy.

Rozstawiono tam wyrzutnię „torped” oraz kilka granatników małego kalibru, a drugą wyrzutnię ustawiono ok. 20 m. od siedziby UB na dachu magazynu Spółdzielni „Społem”, gdzie stanowiska zajęło kilku żołnierzy od „Młota”, którzy mieli prowadzić ostrzał pięter budynku UB.

Akcja rozpoczęła się z opóźnieniem, ok. 1:30 ponieważ Ukraińcy mieli trudności z odpaleniem pocisków. Odpalono pierwszą „torpedę”, która jednak nie trafiła ani w koszary ani w komendę, jednocześnie rozpoczynając gwałtowny ostrzał z broni maszynowej. Enkawudyści przyjęli walkę i wywiązał się długi pojedynek ogniowy. Wg meldunków UPA dwa „zwena torpedowe”wystrzeliły w sumie 6 pocisków, z czego 4 celne. Ogniem broni maszynowej uciszono też jeden z dwóch sowieckich ckm-ów (pozostałe dwa nie strzelały prawdopodobnie z powodu paniki, która ogarnęła niektórych sowietów), oraz ostrzelano uciekających z budynku UBP.

Po półtoragodzinnej walce sotnie rozpoczęły odwrót. Zaraz po rozpoczęciu ostrzału koszar NKWD odpalono również dwie „torpedy” w kierunku UBP. Pierwszy pocisk nie trafił w cel, lecz następny uderzył wprost w gabinet szefa PUBP. Jednocześnie od strony kina i z dachów magazynów rozpoczęto krzyżowy ostrzał pięter gmachu (cele więźniów znajdowały sie w piwnicach). Siedzibę UB otaczał 1,5 metrowy mur, zakończony u góry zasiekami z drutu kolczastego. Do jego sforsowania „Młot” użył kocy i płaszczy, po których jego żołnierze przedostali się na druga stronę i po likwidacji ostrzeliwującego się wartownika wdarli się do środka budynku. Jak wspomina Stefan Winiarczyk, jeden z żołnierzy „Młota”, z góry zbiegła młoda dziewczyna i niestety została zastrzelona, bo myślano, że na górze są tylko pracownicy UB. Okazało się, że zabito siostrę członka WiN, prowadzoną na nocne przesłuchanie sanitariuszkę „Floresę” (Nieborak). Zaraz po tym wdarto się na górę, gdzie Roman Kaszewski „Zdybek” zlikwidował czterech funkcjonariuszy UB. Reszta ubeków rozpierzchła się i ukryła w okolicy. Po opanowaniu budynku rozpoczęto uwalnianie więźniów. Ponieważ funkcję klucznika pełnił Władysław Wasilczuk, który był winowską wtyczką w UB, wszystko poszło bardzo sprawnie. W sumie uwolniono 20 więźniów, z czego pięciu Ukraińców. Oprócz sanitariuszki „Floresy”, w niewyjaśnionych okolicznościach, zginał jeszcze jeden więzień. Oddziałowi Henryka Lewczuka „Młota” przez cały czas towarzyszył dowodzący całością sił polskich por. Kazimierz Witrylak „Hel”-”Druk”.

Po godzinie pierwszej nastąpił atak na Komendę MO. WiN-owcy wdzierali się do środka budynku, lecz milicjanci znajdujący się na parterze od razu otworzyli ogień, a za chwilę zaczęli ich wspomagać inni milicjanci z góry. W końcu opanowano parter, lecz funkcjonariusze MO zarzucili partyzantów granatami, zmuszając do odwrotu. Po chwili nastąpił drugi atak i sytuacja się powtórzyła – partyzanci ponownie opanowali parter, po czym obrzuceni granatami, cofnęli się. W trzecim ataku członków WiN wsparli upowcy i gdy milicjantom zaczęło brakować granatów, partyzanci zaczęli wdzierać się na schody. W tej sytuacji komendant posterunku dał rozkaz do kontrataku (według jedynej dostępnej relacji - komendanta MO Stanisława Rząda), po którym partyzanci wycofali się po raz kolejny i zarazem ostatni. Komenda Powiatowa MO nie została zdobyta.

W tym samym czasie oddział por. Czesława Hajduka „Ślepego”, zgodnie z planem, otoczył budynek Szturmówki przy ul. Górnej i ostrzeliwując okna oraz drzwi nie wypuścił nikogo na zewnątrz. Bojówka SB przeprowadziła dwa ataki na Komisje Przesiedleńczą, które się jednak nie powiodły. Zawiodły tu doniesienia polskiego wywiadu, mówiące, że ochrona Komisji posiada jedynie pistolety – w rzeczywistości była dobrze uzbrojona w broń maszynową. Partyzanci opanowali również i zniszczyli pocztę.

Akcja powoli dobiegała końca i zaczynał się odwrót. Polskie oddziały, po walce, wycofały się w kierunku Sławęcina, gdzie na łąkach czekały furmanki, które odwiozły je aż do wsi Gliniska. Pościg nie odkrył ich śladów.

Ukraińcy rozpoczęli odwrót w kierunku na las terebiński, ale za nimi ruszył pościg NKWD. Alarm w 5 pułku ogłoszono po godzinie 1:00, jednak wobec braku łączności i kompletnej dezorientacji co do zamiarów atakujących partyzantów, nie zdecydowano się na akcję zaczepną, ale zorganizowano obronę koszar i dopiero ok. godz. 2:00 wysłano jeden pluton elewów (ok. 25 ludzi) pod dowództwem ppor. Mariana Fleminga w kierunku toczącej się walki. Towarzyszył mu por. Wojciech Jaruzelski [sic!], pomocnik szefa sztabu pułku do rozpoznania. Żołnierze dość lękliwie posuwali się w stronę ogniska nasilającej się walki, o której natężeniu świadczyły odgłosy wybuchających granatów, ciągły terkot broni maszynowej i potężniejąca łuna nad centrum miasta. Palił się budynek PUBP.

Ok. 3:30 mjr Sokołow widząc, że upowcy odeszli, wysłał na zwiad transporter z lejt. Sołowiewem, z którym pojechał transporter WP oraz grupa kawalerii. Gdy dojechali do mostu, zobaczyli wycofujących się partyzantów i natychmiast otworzyli ogień. Kilku żołnierzy WiN nie zdążyło się wycofać za rzekę i ukryło pomiędzy drewnianymi belkami leżącymi obok mostu, a gdy transportery pokonały most, partyzanci otworzyli ogień i rzucili w ich kierunku granat. Zamieszanie spowodowane wybuchem pozwoliło partyzantom „przeskoczyć” most. W pancerce został ranny lejt. Sołowiew.

O godz. 7:00 NKWD otrząsnęło się wreszcie po szoku spowodowanym atakiem i wysłało grupy zwiadowczo-pościgowe w kierunku na Chełm, Zamość i Sławęcin. Już o 7:30 grupa 30 enkawudystów z 9 roty pod dowództwem lejt. Andrijewskiego na drodze do Zamościa odkryła i starła sie z UPA. Oddział NKWD był jednak za słaby do rozbicia sił ukraińskich, mógł jedynie iść ich tropem. W sukurs Andrijewskiemu ruszył st. lejt. Iwanow z 44 ludźmi, w tym grupą WP, oraz dołączył na transporterze mjr Sokołow. Ok. 9:00 koło Metelina sowieci rozpoczęli natarcie połączonymi siłami na upowców, którzy zaczęli się wycofywać, ale na skraju lasku terebińskiego zajęli pozycje obronne i przywitali ogniem nacierających. Pod huraganowym ogniem Ukraińców grupa pościgowa zaczęła odwrót i aż do godziny 14:00 nie podejmowali żadnych działań. Dopiero o 14:00, po przybyciu posiłków w siłę plutonu szkoły podoficerskiej, plutonu kawalerii, oddziałów MO i WP oraz 100 enkawudystów z 3 batalionu 18 pułku, rozpoczęto akcję, która jednak nie przyniosła żadnych efektów. Podobnym fiaskiem zakończyła się akcja pościgowa w dniach 29 maja – 2 czerwca. Wg dokumentów ukraińskich doszło jedynie do drobnych potyczek korzystnych dla UPA. Straty biorących udział w ataku na Hrubieszów oddziałów były stosunkowo niewielkie. W samym mieście poległo jedynie dwóch Ukraińców, w trakcie odwrotu zginęło trzech kolejnych a trzech odniosło rany. Po stronie WiN, z wyjątkiem sanitariuszki „Floresy”, nie było zabitych. Jeżeli wierzyć oficjalnym danym, to NKWD straciło dziewięciu ludzi, WOP pięciu, PPR i UB po dwóch. Partyzantom udało się przejąć akta UB i PPR, zdemolować budynki PPR, starostwa i UB, co zdezorganizowało częściowo aparat represji na terenie powiatu. Nie udało się natomiast opanować Komisji Przesiedleńczej, co było istotnym niepowodzeniem, gdyż zdobycie jej i zniszczenie znajdujących się tam dokumentów było głównym celem UPA.

Wspólne akcja WiN i UPA na Hrubieszów zakończyła się militarną kompromitacją „władzy ludowej”, spotęgowaną dodatkowo tym, że po ataku w mieście rozeszła się plotka, iż było to tylko rozpoznanie przed głównym uderzeniem. Spowodowało to tak wielką panikę w szeregach komunistów, że ograniczono wyjazdy w teren, okopano i ogrodzono drutem kolczastym budynki MO, tylko w dzień pracowano w komendzie, zaś w nocy przechodzono do okopów. Sytuacja taka trwała aż cztery miesiące. Podobny nastrój zapanował też w Tomaszowie Lubelskim, gdzie stacjonujący batalion NKWD zawiesił aktywną działalność i zaczął przygotowywać obronę miasta, a UB żaliło się w raportach do WUBP, że „Wojsko KBW wyjechało z terenu powiatu, motywując to tym, że nie mają prowiantu i że jest ich za mało, by przeprowadzać operacje”.

Po ataku na Hrubieszów, oddziały, jak i cała organizacja wróciły do normalnej działalności. Wrócił również na swój teren oddział „Młota”.

Z jednej strony przygotowywano się do referendum, a z drugiej, w dalszym ciągu, przeprowadzano działania mające zapewnić spokój i bezpieczeństwo na terenie obwodu.

Źródło : podziemie zbrojne

/Boguś Historia Polski Dzień Po Dniu.



Foto: IPN Spalony budynek Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Hrubieszowie.



W powojennej Polsce zdarzały się krwawe konflikty z żołnierzami Armii Czerwonej którzy stacjonowali na terenie naszego kraju, nie było jednak drugiego takiego wydarzenia jak na dworcu kolejowym w Lesznie nocą 27/28 maja 1947 roku...

 

W powojennej Polsce zdarzały się krwawe konflikty z żołnierzami Armii Czerwonej którzy stacjonowali na terenie naszego kraju, nie było jednak drugiego takiego wydarzenia jak na dworcu kolejowym w Lesznie nocą 27/28 maja 1947 roku... Ciąg zdarzeń zapoczątkował krawiec, który podróżował pociągiem jadącym z Poznania przez Leszno do Legnicy... Pociągiem do którego wsiadł krawiec jechali do Legnicy (była tam wielka baza sowiecka) pijani sowieccy żołnierze... Wśród nich była młoda kobieta (Zofia Rojuk lat 21) która poprosiła go by jej pomógł, ponieważ rosjanie wiozą ją do bazy w Legnicy jako "zdobycz wojenną" i nie chcą wypuścić... Krawiec poinformował o tym fakcie konduktora a ten Służbę Ochrony Kolei. Kolejarze próbowali namówić rosjan by uwolnili Polkę, ci jednak zdecydowanie odmówili wobec czego poinformowano posterunek MO na dworcu w Lesznie... Po przyjeździe pociągu na stację, próbę przekonania pijanych sowieckich żołnierzy podjęli dworcowi milicjanci ale sowieci odmówili strasząc ich bronią... Wobec tego faktu milicjanci zadzwonili na telefon alarmowy Wojska Polskiego garnizonu w Lesznie skąd wyruszył 16 osobowy pluton alarmowy pod dowództwem ppor. Jerzego Przerwy... Po przybyciu Polskich żołnierzy na dworzec w Lesznie, gdzie w hali dworca przebywali pijani sowieccy żołnierze (pociąg miał kilkugodzinny postój) podjęto próbę przekonania rosjan by uwolnili Polkę, ci jednak odmówili strasząc Polaków bronią... Wobec takiej postawy czerwonoarmijców, Polski porucznik wydał swoim żołnierzom rozkaz ewakuowania z dworca cywilów oraz nie wypuszczania sowieckich żołnierzy. Pijani sowieci widząc to zaczęli strzelać... W wyniku wymiany ognia, Polscy żołnierze zabili 2 sowieckich oficerów i jednego szeregowego oraz kilku ranili... Za swój bohaterski czyn, wszyscy Polacy zapłacili dużą cenę przed stalinowskim sądem... Porucznik i jego 2 żołnierze byli torturowani a potem zostali zastrzeleni strzałem w tył głowy i pochowani w nieznanym do dziś miejscu gdzieś w lasach koło Poznania, milicjant i kolejarze trafili na 10 lat do więzienia a kobieta trafiła do obozu na Syberię... Stalinowscy prokuratorzy i sędziowie którzy wydawali wyroki w tej sprawie, nigdy nie ponieśli odpowiedzialności za swoją zbrodnię, wyjechali do Izraela... Ich ofiary zrehabilitowano w 1990 roku...

17 września 2014 roku po prawej stronie od głównego wejścia dworca w Lesznie zamontowana została tablica upamiętniająca pięciu Polaków skazanych przez stalinowski sąd za udział w potyczce z żołnierzami Armii Czerwonej w 1947 roku.(Zdj 6)


O tych dramatycznych wydarzeniach opowiada książka „Rozstrzelani za uratowanie kobiety” Krzysztofa M. Kaźmierczaka

                                   ⬇️

http://wmrokuhistorii.blogspot.com/2018/09/rozstrzelani-za-uratowanie-kobiety.html?m=1

                            Za- ⬇️

historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com

Na zdjęciach UB bohaterowie tamtych wydarzeń: powyżej ppor. Jerzy Przerwa l. 22 wraz z kobietą l. 21 której bronili. 

Kanonier Władysław Łabuza (22 lata), skazany na śmierć przez rozstrzelanie.(Zdj 2 ).

Kapral Wiesław Warwasiński (23 lata), skazany na śmierć przez rozstrzelanie.(Zdj 3 )

Sam Krawiec Feliks Lis. (Zdj 4 )




❗️27 maja 1943 r. we wsi Chwojanka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali ponad 20 Polaków, w tym matkę z 3 dzieci i ojca z 4 dzieci.

 

❗️27 maja 1943 r. we wsi Chwojanka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali ponad 20 Polaków, w tym matkę z 3 dzieci i ojca z 4 dzieci.


☑️Relacja świadka, spisana i opracowana przez Piotra Szelągowskiego:


"Ukrainiec, którego ojciec nazywał „Petryk”, mieszkający na Chutorze*, powiedział że nie ma co się martwić, gdyby było zagrożenie on przyjdzie i ostrzeże. Pewnej nocy właśnie tak się stało. Miałem 11 lat. W nocy o 4 godzinie pukanie do drzwi. My wszyscy na baczność, jak to „zając pod miedzą”… Ojciec przez drzwi pytał: Kto tam? – To ja, Petryk. Ojciec przygotował sobie siekierę do obrony w takiej sieni. Nie był pewien czy był sam. Ale otworzył. Był sam. Powiada: Dzisiaj w nocy była narada, na następną noc Chwojanka ma być wymordowana i spalona. Jutro musicie uciekać. Następnej nocy przyjdą.

Ojciec od razu do nas: Ty pójdziesz do jednego stryja, ty do drugiego i o 9 wyjeżdżamy. W ten sposób już w ciągu nocy ludzie zaczęli szykować się do ucieczki. […]


Pojechali ojciec i jeszcze jeden szwagier do Kostopola sprawdzić czy jest gdzie tam zamieszkać. Drogą przez takie „Małe Siedliszcze” – tam był młyn. Jeździliśmy tam mąkę mielić. Młynarz znał ojca. I wyszedł na drogę z pytaniem: Gdzie wy jedziecie? -Do Kostopola.

-Nie jedźcie, godzinę temu na drodze 4 polskie rodziny wymordowano!

No ojciec pojechał sprawdzili, było miejsce wrócili do nas. Postanowiliśmy jechać.

Dwie rodziny postanowiły pojechać skrótem przez las do najbliższego miasta Kostopola (miast banderowcy nie atakowali, bali się garnizonów niemieckich), ponieważ z różnych powodów opóźniał się ich wyjazd. Bagiński robił buty dla swojego syna i chciał je skończyć. Druga rodzina zwlekała z pakowaniem…nie mogli znaleźć koła…To Pilczarscy byli mieszkali obok mojego stryja Jana, a jego żona była moją chrzestną. Mieli 5-6 dzieci.

My ruszyliśmy tą drogą okrężną oni chcieli jechać krótszą przez las, zwany: „Postomicki Las”. Ale tam stacjonowali Ukraińcy, coś około trzy tysiące…

Przejeżdżaliśmy przez Anowal to nasza parafia była… Dostaliśmy błogosławieństwo od księdza proboszcza na drogę…(wzruszenie mówiącego)…

Tak około 5km od Kostopola jak byliśmy usłyszeliśmy strzały z tego kierunku drogi przez las….

I jakoś tak dość szybko podjeżdża samochód z Niemcami i jakiś cywil.

Pytanie: -„Wo ist Banditen?” ten cywil to tłumacz był, przetłumaczył nam o co chodzi. No my nie wiedzieliśmy nikogo. Pojechali dalej.

My dojechaliśmy do Kostopola, zajęliśmy taką chałupkę rozłożyliśmy to co mieliśmy, co na wóz wzięliśmy, dużo zostało w domu. Przecież wzięliśmy tylko tyle co kto uniósł. Dzieci była szóstka, ja najstarszy i rodzice.

Nasz dom podobno rozebrali i przenieśli do Ludwipola. On jako jedyny poza domem Bagińskich był pokryty blachą. Przed wojną. Bo tak strzechy były. Wioski nie ma.

Rozlokowaliśmy się. Ojciec wyszedł na drogę. Ja za nim. Idziemy do tej drogi, co przyjechaliśmy, a tam idzie Bagiński.

Ojciec pyta się: – I gdzie się ulokowaliście?

Bagiński odpowiada:

„Ja jestem już wam nie towarzysz…”

I dopiero opowiedział… Wjechali w las. Tam wyszło dwóch Ukraińców. Jego żona chwyciła z płaczem za karabin jednego i nie chciała puścić. Dopiero drugi musiał ją zastrzelić.

Bagiński rzucił się do ucieczki, Pilczarski tak samo. Jego syn też. I ich dwóch uciekło. Syn Bagińskiego w tych nowych butach co mu je ojciec robił wolniej uciekał. To i go zastrzelili Ukraińcy.

Uciekli tylko ci trzej. W każdej rodzinie było po 5-cioro, 6-cioro dzieci. Ci zostali tam na wozach. Ich wszystkich Ukraińcy zamordowali….


Dzieci jak w lesie się znajdowali jak dziecko płakało to kiedy matka powiedziała cicho: dziecko natychmiast przestawało. Taki był strach… To jest nie do pomyślenia, nie do powiedzenia…

Jeszcze chwilę postaliśmy na drodze, wieźli na wozie trupa, Polaka zamordowanego. Widok straszny, połamane palce, nie zapomnę tego…

Tydzień czasu byliśmy w Kostopolu. Niemcy zrobili łapankę. Ojciec wpadł. Miał do wyboru: „No i co jedziesz na roboty, albo sam albo z rodziną”. No to pojechaliśmy. Przez Lublin, tam łaźnia – do naga, dezynsekcja, ubrania zabrali i spalili, dali inne. Potem pod Wrocławiem na takiej dużej stacji przeładunek i do Delitz. Na robotach doczekaliśmy końca wojny…".

Post Agnieszka Marciniuk 

#ToMyjesteśmyPamięcią #PlomienBraterstwa #ПолумяБратерства

#NeverAgain #WeRememberTheFact #ПамятаємоПравду #Reparacje #UkrainianReparationsForPoland #Odszkodowania #CzasZapłatyZaRzeź !!! #Polishholokaust #WW2 #WorldWarTwo #Wołyń #Kresy #UkrainianMurdered #OUN #UPA #UA #Ludobójstwo #Genocidum #Genocide #GenocidumAtrox #UkrainianCrimes #UkrainskieZbrodnie

środa, 25 maja 2022

26 maja 1941r. polski niszczyciel ORP "Piorun" odnalazł i podjął walkę z niemieckim pancernikiem "Bismarck", przyczyniając się do jego zatopienia. Prowadził wymianę ognia z pancernikiem, do przybycia okrętów aliantów i zatopienia „Bismarcka”.

 

26 maja o godz. 22.37 z pokładu „Pioruna” płynącego na czele szyku niszczycieli, z odległości 18 km udało się dojrzeć zarys
 „Bismarcka”. W momencie nadawania tej informacji do innych okrętów o godz. 22.42 po lewej burcie „Pioruna” spadły pociski z niemieckiego okrętu. Polski niszczyciel postawił zasłonę dymną, a o godz. 22.50 kmdr Pławski wydał rozkaz: „Trzy salwy na cześć Polski!”. Druga i trzecia salwa „Pioruna”, były celne, choć oczywiście nie mogły wyrządzić pancernikowi większych szkód.



26 maja 1944r. Rząd RP na żądanie władz brytyjskich oddał bezwarunkowo Brygadę Spadochronową do dyspozycji alianckiego dowództwa.

 



https://ipn.gov.pl/pl/historia-z-ipn/112937,Najkrotsza-droga-1-Samodzielna-Brygada-Spadochronowa-19411947-infografiki.html

26 maja 1945r. we Wrocławiu, na placu Wolności odbyła się defilada zwycięstwa z 2. Armii Wojska Polskiego, z udziałem żołnierzy 10. Sudeckiej Dywizji Piechoty, którzy wracali z frontu.

 

26 maja 1945r. we Wrocławiu, na placu Wolności odbyła się defilada zwycięstwa z 2. Armii Wojska Polskiego, z udziałem żołnierzy 10. Sudeckiej Dywizji Piechoty, którzy wracali z frontu.

Przed kawalerią właśnie na trasie przemarszu rzucono pod końskie kopyta czterdzieści flag i proporców ze swastykami.



26 maja 1939r. Prezydent Ignacy Mościcki otrzymał od Sejmu uprawnienia do wydawania dekretów w zakresie obrony państwa.

 

26 maja 1939r. Prezydent Ignacy Mościcki otrzymał od Sejmu uprawnienia do wydawania dekretów w zakresie obrony państwa.

https://niepodlegla.gov.pl/o-niepodleglej/ignacy-moscicki-chemik-ktory-zostal-prezydentem/

26 maja Ukraińcy zamordowali...

 

26 maja

- 1941 roku:

       We wsi Andrzejów pow. Janów Lubelski Niemcy z oddziałem ukraińskim rozstrzelali 14 osób: 10 miejscowych polskich chłopów i 4 Żydów.

- 1942 roku:

       We wsi Krobonosz pow. Chełm esesmani ukraińscy (zapewne ze szkoły podoficerskiej w Trawnikach) zastrzelili 15 Polaków.

       We wsi Staw pow. Chełm żandarmi niemieccy i policjanci ukraińscy zastrzelili 9 Polaków.

- 1943 roku:

       W kol. Aleksandrówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali na drodze 60-letnią Polkę.

       W kol. Amelin pow. Kostopol Ukraińcy upowcy zamordowali 4-osobową polską rodzinę.

       W kol. Antonówka pow. Równe Ukraińcy wymordowali 36 Polaków, w tym kilkoro dzieci, którym rozbili główki o drzewa, mienie zrabowali i zagrody spalili (Siemaszko..., s. 713).

        W kol. Cecylówka pow. Równe wymordowali 37 Polaków, w tym 37-letniemu Stanisławowi Anyżowi obcięli nogi i ręce i tak go pozostawili, majątek Polaków zrabowali i spalili ich zagrody.

        W kol. Grudy pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 2 Polaków pracujących w polu.

        We wsi Niemilia pow. Kostopol: „Tu pochowanych jest 170 mieszkańców wsi Niemilja rozstrzelanych przez Burżuazyjnych Nacjonalistów Ukraińskich w 1943 roku. Wieczna pamięć”.Napis powyższej treści znajdował się na obelisku postawionym w latach siedemdziesiątych na mogile Polaków zamordowanych o świcie 26 maja 1943 r. w Niemilii przez bojówki UPA wsparte przez chłopów z okolicznych wsi ukraińskich. Napastnicy wdzierali się do domów zabijając swe ofiary siekierami, nożami i widłami. Niektóre ciała były tak zmasakrowane, że wyglądały jak bezkształtne masy. Po masakrze wieś ograbiono z dobytku ruchomego i spalono razem z częścią zwłok. „W zbiorowej mogile pochowano 126 osób. Niewykluczone, że nie były to wszystkie ofiary napadu. Było też wielu ciężko rannych” (Siemaszko, s. 273). „Józefa Felińska Marciniak: 27 maja 1943 r. polała się niewinna krew polska w następnym masowym mordzie Niemilii k. Bystrzyc. Wieś oddalona od stacjonujących w Bystrzycach Niemców tylko 3 km. Niemcy byli uzbrojeni, mieli też łączność telefoniczną z jednostką wojskową w Bereznem. Nie reagowali na straszliwy krzyk żywcem palonych i mordowanych w mongolski sposób .I my też, Polacy w okolicznych wsiach, jak zahipnotyzowani, słuchaliśmy krzyków mordowanych ludzi i palonego bydła. Potworna noc i straszliwy ranek! Wszyscy z Niemcami szli na wizję do Niemilii…Okazało się, że banderowcy nocą otoczyli wieś Niemili, następnie wszystkich spędzili do dużej stodoły i żywcem palili. Palili też bydło. Ktokolwiek uciekał był mordowany siekierą. piką, nożem… Niedobitkowie konali w strasznych męczarniach, wołali o pomoc, ratunek, o pomstę do nieba… Straszliwy widok nie do opisania. Niemcy filmowali, fotografowali. Chłopcy z Janówki, którzy tu przybiegli rano, podnosili pociętych, obnażonych do pozycji stojącej a Niemcy fotografowali. Podobno wykorzystywali te zdjęcia do swojej propagandy, że to skutki sowieckiej partyzantki. Jęki, krzyki, błagania rannych nagliły o pośpieszną pomoc, której nie można było zorganizować. Do przewozu były tylko wozy bez drabin wyłożone deskami… Na drodze leżała matka kurczowo trzymająca dwoje małych dzieci oburącz przytulonych, przyciśniętych do siebie. Na obnażonej piersi miała nakłuty krzyż. Małe dzieci również na swoich małych piersiach, miały nakłuty krzyż. Stach Bronowicki opowiada dalej: Zebrano siedem wozów ciężko rannych, których bez pomocy lekarza na deskach drabiniastych wozów Niemcy niby pomagając, odtransportowali do szpitala w Bereznem. Kto z nich przeżył ?... Pozostało jednak wielu świadków. Wykopano duże doły na grób mieszkańców Niemilii, które stały się cmentarzem wsi. Postawili krzyż na tym cmentarzu..” Relacjonował po latach Franciszek Żygadło. Zamordowano 116 osób, które zostały pochowane w zbiorowej mogile na terenie spalonej wsi. 48 osób było rannych. Pośród ofiar oprócz mieszkańców Niemilii znalazło się 6 osób z Jakubówki Małej, które uciekły ze swojej miejscowości po pierwszym napadzie 3 maja 1943 r. Listę ofiar zamordowanych przez Ukraińców podczas napadu na Niemilię, ustalił Bolesław Żygadło były mieszkaniec Niemilii, w konsultacji z ojcem, matką i 10 byłymi mieszkańcami tej miejscowości, można ją znaleźć w czasopiśmie ,,Na Rubieży" nr 47/2000”. (Fragment z książki Józefy Felińskiej Marciniak: „Wołyńska ziemio moja”; za: http://wolyn.org/index.php/component/content/article/1-historia/851-maj-1943r-byem-wiadkiem-napaci-bandy-upa-na-.html ).

        We wsi Płudów pow. Radzyń: „Najbardziej znanym kolonistą niemieckim, który zyskał miano kata Południowego Podlasia był Adolf Dykow. Pochodził z Okalewa, ale w czasie wojny przeniósł się do Wohynia a potem do Radzynia. Jego ojciec był Ukraińcem a matka Niemką z rodziny kolonistów. Po wkroczeniu Wehrmachtu rozpoczął jawną współpracę z gestapo, a o jego przynależności do V kolumny może świadczyć to, że od początku jego współpracy z Niemcami następowały liczne aresztowania. Swoją działalność rozpoczął od skazania na śmierć 5 sąsiadów z którymi się wychowywał. Jak podaje Stanisław Jarmuł liczba aresztowanych i zamordowanych przez Dykowa Polaków, jaką ustaliły sądy Polski Podziemnej, dochodzi prawie do 400, a Żydów do około 1000. /.../ Organizował różnego rodzaju działalność prowokacyjną, np. zorganizował jesienią 1943 r. z grupy Ukraińców stacjonujących w Jabłoniu oddział rzekomych partyzantów, na szczęście dość szybko rozszyfrowany przez wywiad Batalionów Chłopskich. Jego najokrutniejszą zbrodnią było wymordowanie 26 maja 1943 r. rodziny Pawlinów z Płudów w ramach zastosowania zbiorowej odpowiedzialności za partyzancką działalność Bronisława Pawliny ps. Śmiech. Bestialskiej egzekucji dokonano o czwartej rano na 3 kobietach, w tym jednej w 9 m-cu ciąży i 3 dzieciach w wieku – 5 lat, 1,5 roku i 1 rok. W domu Pawlinów przebywał w tym czasie kurier Radzyńskiej Komendy Obwodu AK J. Piekarski z Branicy Radzyńskiej, który popełnił samobójstwo, by nie oddać się w ręce gestapo.” W wyniku wyroku sądu podziemnego został zastrzelony 30 października 1943 r. (Agnieszka Gątarczyk: „Mniejszość niemiecka powiatu radzyńskiego w okresie okupacji 1939 – 1944”; za: http://promenadazsp.pl/index.phpoption=com_content&task=view&id=227&Itemid=9).

        We wsi Podrałówka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

        W futorze Wyczymir pow. Kostopol wymordowali około 30 Polaków.

        We wsi Żabcze pow. Łuck w cerkwi greckokatolickiej Ukraińcy upowcy spalili żywcem jej proboszcza ks. Serafina Jarosiewicza wraz z 4 Polakami, których rzekomo miał ukryć (Ewa Siemaszko, "Głos Kresowian", nr 13, wrzesień-październik 2003 r.)

- 1944 roku:

         We wsi Jędrzejówka pow. Biłgoraj Ukraińcy upowcy zamordowali 15-letniego Polaka.

         We wsi Nieledew pow. Hrubieszów zamordowali 31 Polaków (Motyka..., s. 202; Tak było ; Konieczny…., s. 212: 22 Polaków, w tym 19 spalili żywcem).

        We wsi Poznanka Hetmańska pow. Skałat został zamordowany Miksza N. (organista ze Skałatu) oraz Lewek N. (Kubów..., jw.).

        We wsi Ułazów pow. Lubaczów miejscowi Ukraińcy zamordowali 1 Polaka

        We wsi Wyżniany pow. Przemyślany: "26.05.1944 r. zamordowano Polaka pracującego w polu, NN." (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).

- 1945 roku:

        We wsi Bóbrka pow. Lesko (Bieszczady) Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

        We wsi Leszczawka koło Kuźminy pow. Przemyśl uprowadzili 1 Polaka, który zaginął bez wieści.

        We wsi Monasterz pow. Jarosław zamordowali 1 Polaka, Michała Lichołata.

- 1946 roku:

        We wsi Dybków pow. Jarosław Ukraińcy upowcy uprowadzili i zamordowali 4 Polaków.

        W miasteczku Lubaczów woj. rzeszowskie zamordowali 1 Polaka.

        We wsi Zapałów pow. Jarosław zamordowali 2 Polaków, w tym kobietę.

W nocy z 26 na 27 maja

- 1943 roku:

        We wsi i osadzie Małe Siedliszcze pow. Kostopol Ukraińcy wymordowali siekierami 9-osobową rodzinę polską Szczurowskich i ciała spalili z domem. Patrz: „W nocy z 25 na 26 maja 1943 roku”.

- 1946 roku:

        We wsi Temeszów pow. Brzozów Ukraińcy upowcy z sotni „Hromenki” oraz chłopi ukraińscy z SKW z Ulucza obrabowali polskie gospodarstwa i popalili je oraz zamordowali 8 Polaków, w tym Ukrainiec o nazwisku Pocałuń postrzelił ks. Józefa Skrablaka, który odwieziony do szpitala zmarł na drugi dzień.

#NeverAgain #WeRememberTheFact #ПамятаємоПравду #Reparacje #UkrainianReparationsForPoland #Odszkodowania #CzasZapłatyZaRzeź !!! #Polishholokaust #WW2 #WorldWarTwo #Wołyń #Kresy #UkrainianMurdered #OUN #UPA #UA #Ludobójstwo #Genocidum #Genocide #GenocidumAtrox #UkrainianCrimes #UkrainskieZbrodnie

26 maja 1945 r. W niemieckim obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen zginęła Stefania Maliszewska, sanitariuszka z Powstania Warszawskiego 🇵🇱

 

26 maja 1945 r. W niemieckim obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen zginęła Stefania Maliszewska, sanitariuszka z Powstania Warszawskiego 🇵🇱

1 września '44 z patrolem noszowym pod flagą Czerwonego Krzyża udała się po rannego i została pojmana przez Niemców, została wywieziona do obozu koncentracyjnego. 

Urodziła się 9 czerwca 1925 roku, więc miała tylko 19 lat...

 

CZEŚĆ JEJ PAMIĘCI 🌹🇵🇱

PAMIĘTAMY ❗❗❗

#Polishholokaust #GermanDeathCamps #StratyWojenne #NiemieckieZbrodnie #DeutscheVerbrechen #GermanCrimes #WW2 #WorldWarTwo #ReparationsForPoland #MadeInGermany #ToMyjesteśmyPamięcią #EuropeanUnion

26 maja 1948 roku w okolicach Grodna został zabity przez NKWD Komendant Samoobrony Ziemi Grodzieńskiej Mieczysław Niedziński ps " Niemen".

 

26 maja 1948 roku w okolicach Grodna został zabity przez NKWD Komendant Samoobrony Ziemi Grodzieńskiej Mieczysław Niedziński ps " Niemen".

Tak to zdarzenie opisywał Jan Łopaciński jeden z żołnierzy grodzieńskiej organizacji AK:

" Oddział pod dowództwem Niedzińskiego przyszedł na dniówkę do wsi Dąbrowa, około 5km od Grodna, gdzie się zamaskowali w liczbie 16 ludzi. Tam rozszyfrował ich szpicel i dał cynk sowietom do Grodna. Ze względu na bliskość Grodna, nadjechała szybko masa wojsk sowieckich i okrążyła wieś z daleka, posuwając się tyralierą.

 AK-wcy w tej sytuacji próbowali się bronić, a raczej przebić przez okrążenie, ale przy takiej masie wojska, a w dodatku na odkrytym terenie […] cała obrona była bezskuteczna. Ostatni dowódca obwodu Grodno, kapitan Mieczysław Niedziński ps. "Niemen" trafiony w głowę zginął na miejscu i większość żołnierzy została tam zabita. […]

Bolszewicy chcieli się upewnić, czy rzeczywiście zabito dowódcę 5-ej kompanii w Druskiennikach, a ostatnio dowódcę Obwodu Grodno, kapitana Mieczysława Niedzińskiego ps. "Niemen". W dniu 5-go maja 1948 r. wożono zabitego Niedzińskiego po wszystkich wioskach wokoło w celu rozpoznania głównego "bandyty" w grodzieńskim, a na końcu przywieziono go do Druskiennik, gdzie rzucono na rynku miejskim, aby ludzie mogli rozpoznać i ktoś może przyzna się do niego. Leżał na tym rynku, aż zaczęło czuć od niego, wtedy zabrano te zwłoki i wywieziono w nieznanym kierunku. Nikt nie wie, gdzie zostało rzucone […] Za Mieczysława Niedzińskiego ps. "Men", "Ren", "Niemen" nie było kogo aresztować, bo wcześniej jego całą rodzinę Niemcy aresztowali i rozstrzelali ".

/ Boguś Historia Polski Dzień Po Dniu. 

26 maja 1944 r. uzbrojeni Ukraińcy napadli na wieś Nieledew w powiecie hrubieszowskim, życie straciło około 30 Polaków.

 

❗️26 maja 1944 r. uzbrojeni Ukraińcy napadli na wieś Nieledew w powiecie hrubieszowskim. Najpierw zrabowali wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość, a następnie spalili wszystkie polskie gospodarstwa.


Według Motyki - życie straciło 31 osób, według Koniecznego - 22 Polaków, w tym 19 spalili żywcem.

----------------------------

✔️Piotr Ferenc-Chudy: "Nie mamy już domu, Zuziu". W : "Gazeta Polska" z 13 lipca 2011:


"Marian Momot odruchowo wycofał się i ukrył w stojącej opodal stodole. Po kilku minutach przez szpary w deskach zauważył podchodzących polną drogą od strony lasu uzbrojonych Ukraińców. Mieli na sobie ciemne mundurowe płaszcze. Pod lufami karabinów prowadzili jego ojca. Nie zwlekając ani chwili pędem puścił się w stronę domu. Wpadając do izby krzyknął tylko: - Uciekajcie, Ukraińcy! - i wybiegł. W tym czasie w domu przebywała matka Mariana rozmawiająca z zaprzyjaźnioną sąsiadką, niejaką panią Bielecką, oraz jego 11-letnia siostra Zuzanna, która w tym samym momencie zerwała się do ucieczki. Matka została w domu. Kilkanaście metrów od budynku na długim, dębowym klocu siedzieli już umundurowani upowcy z długą bronią w dłoniach. Nieco zdumieni patrzyli na uciekającą dwójkę dzieci. Z okolicznych pól porośniętych dość wysokimi już zbożami wyłaniało się coraz więcej banderowców błyskawicznie otaczających przysiółek. 


- Biegłam, ile tchu w piersiach – wspomina dziś 80-letnia Zuzanna Głąb z domu Momot. - Zboża już były wysokie, zbiegałam w dół, co chwilę się przewracałam, podnosiłam i biegłam dalej. Plątały mi się nogi. Wokół świstały pociski, za mną terkotał karabin maszynowy. Ponad łąkami już bliżej wsi znajdowało się obejście gospodarstwa państwa Małyszów. Gospodarz akurat wrócił do domu, gdy żona zwróciła mu uwagę na odgłos wystrzałów i na to, że przez pobliskie zboża ktoś ucieka. Konie były wciąż zaprzęgnięte do furmanki. Małysz wskoczył na wóz i czym prędzej skierował go w stronę biegnącej dziewczynki. Dojeżdżając na wysokość dziecka, nie schodząc z kozła, chwycił za kołnierz sukienki Zuzi i wrzucił ją na furmankę, jednocześnie przysypując wiązką siana. Odjechał czym prędzej w stronę swojego podwórka. - Ucichły wystrzały z automatu. Kątem oka zerknęłam w stronę swojego domu – wspomina dalej pani Zuzanna. Ukrainiec, który za mną strzelał, przewiesił broń przez ramię i wracał pod górę w kierunku naszych zabudowań. Małysz wraz z dzieckiem zajechał na swoje podwórko. Po jakimś czasie Zuzia samotnie opuściła gospodarstwo państwa Małyszów i pomaszerowała w kierunku dworu, gdzie zaopiekowała się nią nieznajoma kobieta. Przy niej, zmęczona, zasnęła. W tym samym czasie, gdy dziewczynka uciekała przez zboża, drugi z braci Momotów, 13-letni Janek, pasł na łące krowy. Widząc z daleka, że coś się dzieje w jego rodzinnym obejściu, odruchowo zaczął biec w kierunku zabudowań. Gdy dobiegł na miejsce, banderowcy złapali go, wepchnęli do mieszkania i po chwili otworzyli ogień. Świadkowie, którzy następnego dnia oglądali pogorzelisko z trupami pomordowanych Polaków, twierdzili, że znaleźli nadwęglone ciało Anieli Momot, przytulającej jedną ręką zastrzelonego najmłodszego syna. Najwyraźniej kobieta żyła jeszcze, gdy do wnętrza domu wepchnięto nieświadomego bliskiej śmierci chłopca. Tymczasem starszy brat Zuzi uciekał w inną stronę. Gdy zbiegł ze wzgórz, na których stały zabudowania przysiółka, skierował się ku kładce na niewielkim dopływie rzeki Huczwy – Białce – rzeczce przecinającej okoliczne łąki. Tuż za kładką natknął się na pochodzącego ze wsi Bereść Rusina, kuzyna ukraińskich sąsiadów z nieledewskiej kolonii. Ukrainiec, widząc uciekającego w przerażeniu chłopca, próbował go zatrzymać i bagatelizował całe zajście, namawiając go do powrotu do domu. Chłopak nie usłuchał. Uciekał dalej, aż z bezpiecznej odległości mógł obserwować, co działo się z jego domem. Banderowcy wygnali Polaków z domów. Spędzonych z kolonii kilkunastu nieszczęśników zagnano na teren gospodarstwa Momotów. Umieszczono ich w domu, gdzie nakazano im się położyć obok siebie brzuchami na podłodze, po czym strzelano im w plecy i w tył głowy. Do próbujących ucieczki banderowcy otwierali ogień z broni maszynowej, o czym świadczyły łuski znajdowane w okolicach okien i drzwi drewnianego domu. Ciała zastrzelonych podczas próby ucieczki wrzucano z powrotem do budynku, który chwilę później bandyci podpalili. Zwierzęta powypuszczano z drewnianych zabudowań inwentarskich, które następnie podpalono. Między pomordowanymi znalazł się niejaki Filipczuk, jeden z miejscowych Ukraińców, który akurat tego dnia pomagał państwu Wincentemu i Katarzynie Oleszczukom przy świniobiciu. Bandyci wiedzieli, że to ich ziomek. W kieszeni Filipczyka znaleziono zakrwawioną Kenkartę. Upowcy nie znali go jednak. Nie chcieli po swojej zbrodni pozostawić żadnych niepewnych świadków. Banderowcy po zniszczeniu domu z ciałami pomordowanych ludzi zaczęli palić resztę zabudowań gospodarstwa. Zupełnie irracjonalne wydawało się wynoszenie maszyn i narzędzi gospodarczych poza obejście i podpalanie ich na zewnątrz. Po zmierzchu, na długo po tym, jak bandyci już się wycofali, Marian postanowił na własne oczy przekonać się, czego dokonali. Z całej kolonii spalone było jedynie obejście rodziny Momotów. Ukraińcy zamordowali 19 osób, w tym rodziców chłopca i dwóch jego braci: opisywanego wcześniej Janka i 21-letniego Wacka, którego bandyci wyciągnęli z mieszkania rodziny Szymańskich, gdzie przebywał w odwiedzinach u swojej narzeczonej Reginy. Zginął razem z nią, dwójką jej młodszego rodzeństwa i jej rodzicami. Wszystkie ciała były nadwęglone, ale chłopiec rozpoznał członków swojej rodziny po ocalałych strzępkach ubrań. Zrozpaczony, okrężną drogą dotarł do nieledewskiego dworu, gdzie stacjonował niemiecki oddział wojskowy chroniący m.in. polskich uciekinierów uratowanych z wołyńskiej rzezi, jak również mieszkańców okolicznych spalonych przez Ukraińców wsi. Uciekinierzy z Wołynia i miejscowi pogorzelcy tłoczyli się na podłogach dworskich obór. /.../ Następnego dnia rano Marian odnalazł swoją siostrę śpiącą wśród innych dzieci. - Gdy zobaczyłam nad sobą Mariana, od razu chciałam wracać. - Chodźmy do domu – powiedziałam. - Nie mamy już domu, Zuziu. - No to wracamy do mamy. - mamy też już nie mamy – dramatyczną rozmowę z bratem z widocznym wzruszeniem wspomina po latach pani Zuzanna. /.../ W tym czasie mieszkańcy Nieledwi wygrzebywali szczątki ich bliskich z pogorzeliska na kolonii. Zwęglone korpusy ludzkich ciał zbierano w prześcieradła i wiązano w tobołki. Wacława Momota rozpoznano wyłącznie po metalowej zapalniczce, którą znaleziono pod jednym z ludzkich kadłubków. Szczątki Momotów złożono w jednej kwadratowej skrzyni. Pozostałych pomordowanych bez identyfikacji umieszczono w skrzyniach osobnych.” Pogrzeb na cmentarzu we wsi Trzeszczany ochraniał konny oddział niemieckich żołnierzy. W pogrzebie uczestniczył jeden Ukrainiec z Nieledwi, Jan Maciocha, kolega Wacka Momota. Swojej matce powiedział: - Jeżeli jego zabili nasi, to mnie mogą zabić Polacy.” Maciocha uczestniczył w pogrzebie przyjaciela od początku do końca. Nie spadł mu włos z głowy. Po wojnie został przesiedlony razem z innymi Ukraińcami za Bóg, na teren sowieckiej Ukrainy".

Post Agnieszka Marciniuk. 

#ToMyjesteśmyPamięcią #PlomienBraterstwa #ПолумяБратерства#NeverAgain #WeRememberTheFact #ПамятаємоПравду #Reparacje #UkrainianReparationsForPoland #Odszkodowania #CzasZapłatyZaRzeź !!! #Polishholokaust #WW2 #WorldWarTwo #Wołyń #Kresy #UkrainianMurdered #OUN #UPA #UA #Ludobójstwo #Genocidum #Genocide #GenocidumAtrox #UkrainianCrimes #UkrainskieZbrodnie


wtorek, 24 maja 2022

25 maja 1891r. urodził się Zygmunt Podhorski ps. „Zaza” – generał brygadyWojska Polskiego i Polskich Sił Zbrojnych.

 

25 maja 1891r. urodził się Zygmunt Podhorski ps. „Zaza” – generał brygadyWojska Polskiego i Polskich Sił Zbrojnych.

                                   ⬇️

https://www.podgorski.com/main/zygmunt-podhorski.html

25 maja 1904r. W Jedlni pod Kozienicami urodził się Józef Kuropieska, oficer WP, uczestnik kampanii polskiej 1939 r.; w latach 1948-1949 zastępca szefa Sztabu Generalnego WP.

 

25 maja 1904r. W Jedlni pod Kozienicami urodził się Józef Kuropieska, oficer WP, uczestnik kampanii polskiej 1939 r.; w latach 1948-1949 zastępca szefa Sztabu Generalnego WP; aresztowany w 1950 r. i oskarżony o próbę obalenia ustroju Polski Ludowej; w 1952 r. skazany na karę śmierci; w 1955 r., po wcześniejszym uchyleniu wyroku, wypuszczony na wolność; komendant Akademii Sztabu Generalnego (1964-1968); autor wspomnień.


https://dzieje.pl/aktualnosci/25-czerwca-1952-r-gen-kuropieska-zostal-skazany-na-kare-smierci


25 maja 1940 roku w Wojsławicach, w województwie lubelskim, w powiecie chełmskim, Niemcy - SS rozstrzelało 12 Polaków, a 100 wywieziono do Niemiec.

 

25 maja 1940 roku w Wojsławicach, w województwie lubelskim, w powiecie chełmskim, SS rozstrzelało 12 Polaków, a 100 wywieziono do Niemiec.

Wymordowano całkowicie miejscową ludność żydowską.

#Polishholokaust #GermanDeathCamps #StratyWojenne #NiemieckieZbrodnie #DeutscheVerbrechen #GermanCrimes #WW2 #WorldWarTwo #ReparationsForPoland

Ukraińskie zbrodnie na polskich sąsiadach 25 maja...

 

25 maja

- 1940 roku:

       We wsi Hucisko Litowskie pow. Brody zostal zamordowany przez Ukraińców Dominik Sowiński 26.5.1940 r (http://podkamien.pl/viewpage.php?page_id=246&c_start=0). 

- 1942 roku:

       W kol. Wiszeńki pow. Zamość esesmani ukraińscy rozstrzelali 7 Polaków, w tym 5 kobiet.

- 1943 roku:

       We wsi Rudnia Potasznia pow. Kostopol Ukraińcy upowcy zarąbali siekierami około 10 Polaków.

- 1944 roku:

       We wsi Bełwin pow. Przemyśl Ukraińcy upowcy zamordowali 1 Polaka.

       We wsi Brzezinki pow. Lubaczów zastrzelili 1 Polaka.

       We wsi Chlewiska pow. Lubaczów zmordowali 3 Polaków.

       We wsi Dąbrówka pow. Lubaczów zamordowali 8 Polaków, w tym 4 kobiety.

       Między wsią Janki a wsią Turkałówka pow. Hrubieszów na drodze policjanci ukraińscy zastrzelili 19-letniego Polaka.

       We wsi Narol pow. Lubaczów Ukraińcy upowcy zamordowali 1 Polaka.

       We wsi Ostrów pow. Przemyśl policjanci ukraińscy aresztowali 23 Polaków, w tym 5 polskich granatowych policjantów.

- 1945 roku:

       We wsi Młyny pow. Jaworów Ukraińcy zamordowali 4 Polaków, w tym dziewczynę.

       We wsi Rudawka pow. Przemyśl zamordowali 9 Polaków oraz zrabowała mienie.

       We wsi Wielkie Oczy pow. Lubaczów zamordowali 2 Polaków: 24-letnią dziewczynę i milicjanta.

       We wsi Wola Krzywiecka pow. Przemyśl zamordowali 1 Polaka.

- 1946 roku:

       W mieście powiatowym Lubaczów woj. rzeszowskie uprowadzili do lasu Polkę, która zaginęła bez wieści.

- 1947 roku:

        Na cmentarzu w mieście Jarosław ma gób żołnierz WP Mączyński Henryk ur. 1922, który zginął w obronie ludności polskiej 25 V 1947 r.

W nocy z 25 na 26 maja

- 1943 roku:

        W kol. Borowa pow. Łuck Ukraińcy z sąsiedniej wsi Harajmówka złapanych 22 Polaków spędzili do stodoły Stachurskiego i spalili żywcem (m.in. 6-osobową rodzinę i matkę z niemowlęciem na ręku). Zwłoki Antoniego Sulikowskiego znaleziono niedaleko stodoły, pokłute na całym ciele w odstępach co 5 centymetrów (Siemaszko..., s. 618). W maju 1943 roku we wsi Borowe duchowny prawosławny Mychajło Symonowycz błogosławił na dziedzińcu cerkiewnym upowców i poświęcił narzędzia ich zbrodni przed wyprawą na wsie polskie Rudnia Lwa i Staryki (Siemaszko..., s. 757).

       We wsi Małe Siedliszcze pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 9-osobową rodzinę Szczurowskich. Helena Bielecka (z domu Szczurowska) mieszkała wraz z rodzicami i trojgiem rodzeństwa w Małym Siedliszczu w powiecie kostopolskim w województwie wołyńskim. W 1943 roku miała zaledwie 14 lat: „tragicznej nocy z 25 na 26 maja 1943 mama opowiadała… /.../ Wszyscy spali, kiedy nad ranem, może o 3.30 usłyszała, że coś się dzieje dookoła domu. Obudziła wszystkich, ale już do drzwi walili siekierami i wybijali okna, cały dom był otoczony. /.../ Kiedy Julek się obudził, bandyci byli już w domu. Straszni, z karabinami i siekierami za pasem. […] - Módlmy się – powiedziała mama, kładąc się przy ojcu na podłodze. Słyszała jęki i ani na chwilę nie straciła świadomości. Poczuła oblewające gorąco i pomyślała „co oni mi zrobili” /.../ Kiedy odeszli i zapanowała cisza, mama pomyślała, że może te małe dzieci ocalały w pierzynach. Wstała i upadła. Pokotem leżało dziewięć osób we krwi i bez życia. Ale co mi jest, pomyślała i dowlokła się, czołgając do kuchni i napiła się wody. Następnie podeszła do drzwi sypialni, otworzyła je i na progu upadła jak zobaczyła, że poduszki i pierzyny zabrano a dzieci (Marysia – 4 lata i Jasio – 2,5 roku) zamordowano siekierami. /.../ Pierwsze słowa mamy były, kiedy zobaczyła mnie i Zosię. - To wy żyjecie! Warkocz miała odrąbany i chustę w strzępach. /.../ Widziałam, kiedy mamę znoszono z wozu na noszach. Krew, strzępy warkocza i chustki oraz wiszące, odrąbane ciało przy lewym ramieniu. Mama cały czas była przytomna” (Relacja Heleny Bieleckiej z książki Lucyny Kulińskiej „Dzieci Kresów I„. Kraków 2009; za: http://wolyn.org/index.php/component/content/article/1-historia/851-maj-1943r-byem-wiadkiem-napaci-bandy-upa-na-.html ). Siemaszko..., s. 238 mod datują na noc z 26 na 27 maja 1943 roku.

- 1944 roku:

        W miasteczku Łopatyn pow. Radziechów Ukraińcy upowcy zamordowali 11 Polaków.(Motyka..., s. 389; Ukraińska...). „W nocy z 25/26 maja 44 r. zginęli: Diller Alojzy, Dyka Michał z żoną Karoliną, Dyka Józef l. 12 (s. Jana), Drozdowski Kazimierz, Drozdowska Anna z córką, Kozakowski Jan l. 48 z żoną Marią l. 45 i córką Heleną l. 9, Kozakowski Stanisław l. 50”(Kubów..., jw.).

- 1945 roku:

       We wsi Łopatyn pow. Radziechów Ukraińcy banderowcy zamordowali 11 Polaków, w tym 3 rodziny, ciężko ranili 6 Polaków (Komański..., s. 315; mord jednakże miał miejsce rok wcześniej).

#NeverAgain #WeRememberTheFact #ПамятаємоПравду #Reparacje #UkrainianReparationsForPoland #Odszkodowania #CzasZapłatyZaRzeź !!! #Polishholokaust #WW2 #WorldWarTwo #Wołyń #Kresy #UkrainianMurdered #OUN #UPA #UA #Ludobójstwo #Genocidum #Genocide #GenocidumAtrox #UkrainianCrimes #UkrainskieZbrodnie

25 maja 1865 roku w Sokalu urodził się Władysław Bandurski (zm. 6 marca 1932 w Wilnie) – polski ksiądz katolicki, doktor, biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej, honorowy kapelan Legionów Polskich, naczelny kapelan Wojska Litwy Środkowej i przewodniczący Zarządu Oddziału Wileńskiego Związku Harcerstwa Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari.

 

25 maja 1865 roku w Sokalu urodził się Władysław Bandurski (zm. 6 marca 1932 w Wilnie) – polski ksiądz katolicki, doktor, biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej, honorowy kapelan Legionów Polskich, naczelny kapelan Wojska Litwy Środkowej i przewodniczący Zarządu Oddziału Wileńskiego Związku Harcerstwa Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari.


Szkołę średnią ukończył we Lwowie, po czym podjął studia teologiczne na Uniwersytecie Lwowskim, uwieńczone doktoratem z teologii i filozofii. 25 maja 1887 roku wyświęcony we Lwowie na kapłana, studiował następnie na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Po powrocie do rozdartego zaborami kraju pracował najpierw jako kapłan w Kamionce Strumiłowej, następnie jako katecheta we Lwowie, po czym przeniósł się do Krakowa na stanowisko kanclerza kurii biskupiej. 


To on 19 sierpnia 1901 roku poświęcił krzyż na Giewoncie w Zakopanem.


W 1903 został kanonikiem kapituły krakowskiej oraz papieskim prałatem domowym. Jako kanclerz posiadał zaufanie zbliżonego do krakowskich konserwatystów ks. kardynała Puzyny, choć sam nie podzielał jego politycznych poglądów. W 1903, kiedy biskup Puzyna ze względu na biskupa wrocławskiego Koppa nie pozwalał udzielić ślubu w Krakowie Wojciechowi Korfantemu, zwalczanemu przez księży niemieckich na Górnym Śląsku, na własną rękę ułatwił górnośląskiemu działaczowi potajemny ślub. Wkrótce zasłynął jako natchniony, złotousty kaznodzieja. 


W roku 1905 był autorem odezwy do mieszkańców Galicji wzywającej do niesienia pomocy materialnej Polakom z Królestwie Kongresowym rannym i potrzebującym w wyniku poboru żołnierzy do udziału w wojnie rosyjsko-japońskiej.


W 1906 konsekrowany na biskupa. Został sufraganem archidiecezji lwowskiej (formalnie od dnia 1 stycznia 1907), wkrótce po czym otrzymał od arcybiskupa Józefa Bilczewskiego nominację na rektora seminarium duchownego.


We Lwowie był blisko związany z Narodową Demokracją. Patronował wówczas akcji obronnej katolickiej i narodowej w Chełmskiem. Konspiracyjna praca dla Chełmskiego zbliżyła go do Aleksandra Zawadzkiego (Prokopa), oraz do młodszych działaczy narodowych, którzy głosili bliskość i konieczność czynu zbrojnego. Kiedy z kół : Zarzewia i Drużyn Strzeleckich zaczęło się w końcu 1911 i w ciągu 1912 zbieranie daru chełmskiego na tle głośnej wówczas w całej Galicji akcji wiecowej i dwóch krwawych demonstracji ulicznych we Lwowie przeciw konsulatowi rosyjskiemu (pierwsza w grudniu 1911, druga w maju 1912), był w stałym i żywym kontakcie z inicjatorami akcji obronnej Chełmskiego, Feliksem Młynarskim (Janem Brzozą) i Janem Dąbskim, oraz prof. Eugeniuszem Romerem. Należał do tajnej organizacji obywatelskiej, patronując Drużynom Strzeleckim i Zarzewiu. W jego mieszkaniu na przełomie lat 1912/13 omawiany był wraz z nim projekt zamachu na sobór na Placu Saskim w Warszawie, aby nie dopuścić do przyjazdu cara i ugodowej demonstracji. Plan nie został wykonany z powodu odwołania przyjazdu cara do Warszawy na otwarcie soboru.


Wszedł w najbliższy kontakt z Józefem Piłsudskim i pełnił rolę duchowego piastuna Legionów. Związany ze Związkiem Walki Czynnej i Związkiem Strzeleckim, honorowy kapelan I Brygady Legionów.


Po wybuchu wojny nie chciał pozostać we Lwowie zajętym przez Moskali i jesienią 1914 bez porozumienia z arcybiskupami Bilczewskim i Teodorowiczem, którzy zostali na miejscu, wyjechał do Krakowa, a stamtąd do Wiednia. Internowany w Wiedniu w latach 1916-1917. W Wiedniu roztoczył niezwykle czynną i ofiarną opiekę nad uchodźcami polskimi z terenu wojny i nad jeńcami Polakami na Węgrzech. Był blisko związany z Naczelnym Komitetem Narodowym i Legionami Józefa Piłsudskiego. Działał w ruchu harcerskim, patronował Polskiej Drużynie Skautowej im. Króla Jana Sobieskiego w Wiedniu. 


W latach 1924–1931 był przewodniczącym Zarządu Oddziału Wileńskiego Związku Harcerstwa Polskiego. Filister h.c. korporacji akademickiej Cresovia Vilnensis. Na tle reprezentowanej przez niego orientacji politycznej pogłębiły się różnice poglądów między nim a ogromną większością episkopatu polskiego, a tragedia legionów stała się również jego tragedią. Doszła do tego także nieudana współpraca z arcybiskupem lwowskim Józefem Bilczewskim, obfitująca w szereg konfliktów. W związku z powyższym, jak też kłopotliwą sytuacją finansową, w jakiej znalazł się wówczas (do czego przyczyniła się jego ofiarność), zrzekł się jeszcze w Wiedniu sufraganii i do Lwowa nigdy nie wrócił. W odrodzonej Polsce nie otrzymał ani diecezji, ani żadnego stanowiska (oprócz upragnionej godności biskupa polowego).


Ofiarowanej mu przez episkopat sufraganii lubelskiej z niewiadomych przyczyn nie przyjął.


Od listopada 1918 roku w Wojsku Polskim. W 1919 uczestnik wyprawy na Wilno. Latem 1919 dokonał uroczystego poświęcenia terenu przeznaczonego na Cmentarz Obrońców Lwowa.


W roku 1920 po zajęciu Wilna przez gen. Żeligowskiego na życzenie marszałka Polski Józefa Piłsudskiego został naczelnym kapelanem Wojska Litwy Środkowej. W Wilnie mieszkał w Pałacu Reprezentacyjnym Rzeczypospolitej. W 1931 z okazji 25-lecia sakry biskupiej, powołano komitet z gen. Stanisławem Skwarczyńskim na czele. Nad uroczystościami jubileuszowymi patronat objęli: prezydent RP prof. Ignacy Mościcki i marszałek Polski J. Piłsudski.


Brał żywy udział w życiu wojska. Zyskał dużą popularność w środowisku legionowym. Ta popularność była powodem zadrażnień z Józefem Piłsudskim i ustąpienia ze stanowiska. Był płomiennym kaznodzieją. Autor publikacji o tematyce kultowej oraz poezji religijnej. Redaktor albumu na 100 lecie Powstania Listopadowego.


Zmarł 6 marca 1932 w Wilnie.


Po jego śmierci trzy miasta, z którymi był związany: Lwów, Kraków i Wilno pretendowały do miejsca wiecznego spoczynku biskupa. Został pochowany w katedrze w Wilnie w krypcie pod kaplicą św. Piotra i Pawła. 

3 sierpnia 1996 staraniem biskupa polowego WP Głódzia, wbrew protestom litewskich Polaków, przeniesiono szczątki biskupa do Warszawy. W katedrze wileńskiej pozostał jego pomnik, niestety zasłonięty, widoczny jedynie od strony zakrystii. 

Post Historia Wczoraj i dziś. 

Cześć Jego Pamięci!



Zdj. Biskup Władysław Bandurski, z Józefem Piłsudskim, źródło domena publiczna.

25 maja 1957r. w Warszawie zmarł płk Wacław Kostek-Biernacki .

25 maja 1957r. w Warszawie zmarł płk Wacław Kostek-Biernacki (ur. 28 września 1884 r.), bojownik PPS. Żołnierz francuskiej Legii Cudzoziemskiej, szef żandarmerii oddziałów strzeleckich i legionowych, w II RP m.in. komendant Twierdzy Brzeskiej oraz wojewoda nowogródzki i poleski, w wojnie obronnej 1939 r. Główny Komisarz Cywilny przy Naczelnym Wodzu, internowany w Rumunii, po wojnie uwięziony przez władze komunistyczne, skazany w 1953 r. z paragrafu o odpowiedzialności za klęskę wrześniową i faszyzację życia państwowego na karę śmierci, zamienioną na 10 lat więzienia; ze względu na tragiczny stan zdrowia zwolniony z więzienia w 1955 r. Pisarz i poeta skazany w na zapomnienie.



W nocy z 24 na 25 maja 1943r. we wsi Niemodlin, (inna nazwa Niemilia) w pow. kostopolskim, Ukraińcy, ludobójcy z UPA mordują bestialsko 170 osób.


 W nocy z 24 na 25 maja 1943r. we wsi Niemodlin, (inna nazwa Niemilia) w pow. kostopolskim, Ukraińcy, ludobójcy z UPA mordują bestialsko 170 osób.

 Domy rabują i palą wraz z całymi rodzinami.

We wsi Niemilia pow. Kostopol:

 „Tu pochowanych jest 170 mieszkańców wsi Niemilja rozstrzelanych przez Burżuazyjnych Nacjonalistów Ukraińskich w 1943 roku. Wieczna pamięć”. Napis powyższej treści znajdował się na obelisku postawionym w latach siedemdziesiątych na mogile Polaków zamordowanych o świcie 26 maja 1943 r. w Niemilii przez bojówki UPA wsparte przez chłopów z okolicznych wsi ukraińskich. Napastnicy wdzierali się do domów zabijając swe ofiary siekierami, nożami i widłami. Niektóre ciała były tak zmasakrowane, że wyglądały jak bezkształtne masy. Po masakrze wieś ograbiono z dobytku ruchomego i spalono razem z częścią zwłok.

„W zbiorowej mogile pochowano 126 osób. Niewykluczone, że nie były to wszystkie ofiary napadu. Było też wielu ciężko rannych” (Siemaszko, s. 273). Józefa Felińska Marciniak: „27 maja 1943 r. polała się niewinna krew polska w następnym masowym mordzie Niemilii k. Bystrzyc. Wieś oddalona od stacjonujących w bystrzycach Niemców tylko 3 km. Niemcy byli uzbrojeni, mieli też łączność telefoniczną z jednostką wojskową w Bereznem. Nie reagowali na straszliwy krzyk żywcem palonych i mordowanych w mongolski sposób. I my też, Polacy w okolicznych wsiach, jak zahipnotyzowani, słuchaliśmy krzyków mordowanych ludzi i palonego bydła. Potworna noc i straszliwy ranek! Wszyscy z Niemcami szli na wizję do Niemilii… Okazało się, że banderowcy nocą otoczyli wieś Niemili, następnie wszystkich spędzili do dużej stodoły i żywcem palili. Palili też bydło. Ktokolwiek uciekał był mordowany siekierą, piką, nożem… Niedobitkowie konali w strasznych męczarniach, wołali o pomoc, ratunek, o pomstę do nieba… Straszliwy widok nie do opisania. Niemcy filmowali, fotografowali. Chłopcy z Janówki, którzy tu przybiegli rano, podnosili pociętych, obnażonych do pozycji stojącej a Niemcy fotografowali. Podobno wykorzystywali te zdjęcia do swojej propagandy, że to skutki sowieckiej partyzantki. Jęki, krzyki, błagania rannych nagliły o pośpieszną pomoc, której nie można było zorganizować. Do przewozu były tylko wozy bez drabin wyłożone deskami… Na drodze leżała matka kurczowo trzymająca dwoje małych dzieci oburącz przytulonych, przyciśniętych do siebie. Na obnażonej piersi miała nakłuty krzyż. Małe dzieci również na swoich małych piersiach, miały nakłuty krzyż. Stach Bronowicki opowiada dalej: "najgorszy widok sprawiała Hanka Misiewicz – wzorowa druhna, najpiękniejsza dziewczyna Wołynia, o wielkiej godności dziewczyny Polki. Jej ojciec i brat Tadeusz wyskoczyli oknem i ukryci za krzakiem porzeczki słyszeli przebieg mordu. Mordował ją Grisza z Bystrzyc, rówieśnik, pięknie mówił po polsku, znany wśród młodzieży. Najpierw w obecności Hanki zarąbał matkę, potem rozebrał Hankę do naga, stanął butem na piersiach i z podniesioną siekierą mówił: jesteś cudna dziewczyną. Wszyscy ciebie kochają i ja też ciebie kocham, ale jesteś Ląszką i musisz zginąć jak Laszka…" i rąbnął. Rąbał toporkiem ciało od uda jednego i drugiego, prześwidrował głowę od uch do ucha… Hanka wciąż charczała. Toporkiem podciął gardło. Podtrzymywaną na stojąco Niemcy fotografowali. Wielu wciąż skamlało – z uciętymi językami, wydłubanymi oczami, wielu wołało o śmierć… Niektórzy przeżyli". Zebrano siedem wozów ciężko rannych, których bez pomocy lekarza na deskach drabiniastych wozów Niemcy niby pomagając, odtransportowali do szpitala w Bereznem. Kto z nich przeżył ?... Pozostało jednak wielu świadków. Wykopano duże doły na grób mieszkańców Niemilii, które stały się cmentarzem wsi. Postawili krzyż na tym cmentarzu.” Relacjonował po latach Franciszek Żygadło. Zamordowano 116 osób, które zostały pochowane w zbiorowej mogile na terenie spalonej wsi. 48 osób było rannych. Pośród ofiar oprócz mieszkańców Niemilii znalazło się 6 osób z Jakubówki Małej, które uciekły ze swojej miejscowości po pierwszym napadzie 3 maja 1943 r. Listę ofiar zamordowanych przez Ukraińców podczas napadu na Niemilię ustalił Bolesław Żygadło były mieszkaniec Niemilii, w konsultacji z ojcem, matką i 10 byłymi mieszkańcami tej miejscowości, można ją znaleźć w czasopiśmie „Na Rubieży" nr 47/2000.” (Z książki Józefy Felińskiej Marciniak: „Wołyńska ziemio moja”; za: http://wolyn.org/index.php/component/content/article/1-historia/851-maj-1943r-byem-wiadkiem-napaci-bandy-upa-na-.html ).

#NeverAgain #WeRememberTheFact #ПамятаємоПравду #Reparacje #UkrainianReparationsForPoland #Odszkodowania #CzasZapłatyZaRzeź !!! #Polishholokaust #WW2 #WorldWarTwo #Wołyń #Kresy #UkrainianMurdered #OUN #UPA #UA #Ludobójstwo #Genocidum #Genocide #GenocidumAtrox #UkrainianCrimes #UkrainskieZbrodnie

Wieczorem 25 maja 1948 r. jeden z więźniów warszawskiej mordowni na Mokotowie, na ul. Rakowieckiej 37 - ks. prof. Jan Stępień (był kapelanem AK), podszedł do zakratowanego okna celi: „Nie zapomnę tego widoku […] Pierwszy pojawił się Witold Pilecki. 


     Wieczorem 25 maja 1948 r. jeden z więźniów warszawskiej mordowni na Mokotowie, na ul. Rakowieckiej 37 - ks. prof. Jan Stępień (był kapelanem AK), podszedł do zakratowanego okna celi:

„Nie zapomnę tego widoku […] Pierwszy pojawił się Witold Pilecki. Miał usta zawiązane białą opaską. Prowadziło go pod ręce dwóch strażników. Ledwie dotykał stopami ziemi. I nie wiem, czy był wtedy przytomny. Sprawiał wrażenie zupełnie omdlałego.”

O godz. 21.30 ubecki kat piotr śmietański, morduje Rotmistrza Witolda Pileckiego, strzelając mu w tył głowy Egzekucję nadzorował stanisław cypryszewski.

„Nazajutrz rano około godz. 5 mały jednokonny wóz unosił martwe ciała bohaterów za mury więzienia. Żelazne obręcze kół stukały miarowo o bruk więziennego dziedzińca, przypominając bicie werbli. Towarzyszyła im nasza serdeczna modlitwa.” – ze wspomnień ks. Jana Stępnia

Cześć i Chwała Bohaterom❗🇵🇱

Post Romuald Rzeszutek

Protokół wykonania wyroku śmierci z dnia 25 maja 1948 r.


"Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę i tradycję własnego Narodu." - motto przekazane dzieciom przez Witolda Pileckiego. 25 maja 1948r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie władze komunistyczne wykonały wyrok śmierci na rotmistrzu Witoldzie Pileckim.

 




"Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę i tradycję własnego Narodu." - motto przekazane dzieciom przez Witolda Pileckiego.

25 maja 1948r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie władze komunistyczne wykonały wyrok śmierci na rotmistrzu Witoldzie Pileckim, oficerze ZWZ-AK, który w 1940 r. dobrowolnie poddał się aresztowaniu i wywózce do Auschwitz, aby zdobyć informacje o obozie; po ucieczce z Auschwitz walczył w powstaniu warszawskim; w 1947 r. został aresztowany przez UB; torturowany i oskarżony o działalność wywiadowczą na rzecz rządu RP na emigracji, skazany został na karę śmierci. Oprawcą Witolda Pileckiego był kat z Mokotowa st. sierż. Piotr Śmietański, który wykonał wyrok strzelając w tył głowy. IPN szuka rotmistrza szczątków.

Piotr Śmietański - osobiście wykonywał kary śmierci. W okresie stalinowskim był wykonawcą wyroków śmierci na wielu, tzw. żołnierzach wyklętych, byłych żołnierzach Armii Krajowej, oprócz Pileckiego m.in. na Jerzym Miatkowskim, Tadeuszu Pelaku, Edmundzie Tudruju, Arkadiuszu Wasilewskim, Romanie Grońskim, kapitanie Stanisławie Łukasiku, komendancie Hieronimie Dekutowskim (zabitych przez Śmietańskiego jednego dnia – 7 marca 1949). Sam zmarł prawdopodobnie z powodu gruźlicy w 1950r.

Post Romuald Rzeszutek. 

25 maja w Borysławiu urodził się porucznik Zbigniew Twardy ps. "Trzask" - cichociemny, służył w 50 Pułku Piechoty 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej.

 


25 maja w Borysławiu urodził się ZBIGNIEW ADAM TWARDY (zmarł 6 października 1944 w Chełmie) – porucznik artylerii Armii Krajowej, cichociemny.


W 1939 roku zdał maturę w gimnazjum w Drohobyczu oraz egzamin na Wydział Prawa na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie. Przed II wojną światową ochotniczo zgłosił się do wojska i od 22 sierpnia do 11 września 1939 pełnił funkcję obserwatora na posterunku wojskowym w Drohobyczu.


15 marca 1940 przekroczył granicę węgierską we wsi Latirka, skąd już legalnie wyjechał do Francji i w końcu kwietnia przybył do Modane. W trakcie kampanii francuskiej został przydzielony do 3 Pułku Artylerii Ciężkiej jako kanonier. 

Po kapitulacji Francji samodzielnie przedostał się do Saint-Nazaire, do Wielkiej Brytanii przybył 23 czerwca 1940. Od lipca 1940 służył jako bombardier w I dywizjonie artylerii lekkiej (1 Brygada Strzelców). Od lipca do grudnia 1941r. uczył się w Szkole Podchorążych Artylerii w Coupar Angus.

Zgłosiwszy się do służby w kraju, został skierowany na szkolenie konspiracyjne ze specjalnością dywersji (tzw. kurs cichociemnych), po czym przeszedł do dyspozycji Oddziału I Sztabu Naczelnego Wodza. 

Zaprzysiężony w Audley End 24 sierpnia 1942. Został mianowany podporucznikiem ze starszeństwem od 24 marca 1943.


W nocy z 24/25 marca 1943 (operacja „Cellar”, ekipa 28) odbył skok na placówkę odbiorczą „Smok”, położoną 23 kilometrów na południowy zachód od Siedlec. Po aklimatyzacji w kwietniu 1943 skierowany na teren Okręgu Wołyń AK. Do Kowla przybył na początku lipca 1943 i początkowo pełnił funkcję oficera organizacyjnego w Inspektoracie Rejonowym Kowel, adiutanta komendanta Obwodu Kowel – Miasto. 

W styczniu 1944 roku mianowany został dowódcą oddziału konspiracyjnego „Błyskawica” (Kowel) oraz oddziałów samoobrony Zielonej, Zasmyk i Dąbrowy. Później przyjął on nazwę III baonu 50pp 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK ("Zgrupowanie Gromada"). Dowództwo oddziału stacjonowało wówczas w Kupiczowie. Liczył on około 400 żołnierzy. 

W nocy z 29/30 stycznia 1944 brał udział wraz z oddziałami partyzanckimi cc „Sokoła” (por. Michał Fijałka), „Jastrzębia” (por. Władysław Czermiński), cc „Siwego” (kpt. Piotr Szewczyk) i „Łuny” w akcji przeciw Ukraińcom we wsi Babie pod Szczurzynem. 2 lutego 1944 w ataku na wieś Budyszcze, w której stały silne oddziały UPA.


5 marca 1944 roku społeczeństwo miasta Kowla w Świniarzynie wręczyło mu proporzec dla batalionu, później wraz z grupą oficerów sztabowych przyjął defiladę baonu. 

W ramach 27 Wołyńskiej DP AK wziął udział w walkach, m.in. w nocy z 8/9 marca, razem z oddziałami „Jastrzębia” , cc „Siwego” i „Jurka” (ppor. Stanisław Kurzydłowski – Konarski), zlikwidował niemiecką załogę (30 ludzi) na stacji kolejowej Hołoby pod Kowlem. 

Ranny w rękę 29 lutego pod Oździatyczami, dalej dowodził baonem. 10 kwietnia 1944 powtórnie ranny, tym razem ciężko (strzaskane kości lewej nogi powyżej kolana) pod Stawkami. Przewieziony do szpitala polowego w Lasach Mosurskich.


23 kwietnia zabrany przez Węgrów (w służbie niemieckiej, ale sprzyjających Polakom). Przewieziony 3 maja do obozu jeńców sowieckich w Okszowie koło Chełma (Stalag 319), skąd został wykupiony przez PCK. Następnie leczony był w chełmskim szpitalu miejskim przy ul Lwowskiej, gdzie opiekę nad nim sprawował dr Stanisław Radwański z Maciejowa. 

Nie wyraził zgody na amputację nogi dotkniętej gangreną i zmarł 6 października 1944 w Chełmie.


Pochowany na cmentarzu miejskim przy ulicy Lwowskiej w Chełmie.


Wieczna Chwała Polskiemu Bohaterowi !!!

Post Historia Wczoraj i dziś. 

Na fot.: Porucznik Zbigniew Twardy ps. "Trzask" - cichociemny, służył w 50 Pułku Piechoty 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej.

25 maja 2014r. W Warszawie ,,padochł " ( język jego zwierzchników, pl. zdechł ) gen. Wojciech Jaruzelski. Człowiek dobrze (Sowietom) znany i akceptowany, tak mówił Kreml.

 


25 maja 2014r. W Warszawie ,,padochł " ( język jego zwierzchników, pl. zdechł ) gen. Wojciech Jaruzelski - człowiek dobrze (Sowietom) znany i akceptowany, tak mówił Kreml, ostatni przywódca PRL, współtwórca Okrągłego Stołu; w 1989 r. wybrany przez Zgromadzenie Narodowe na urząd prezydenta PRL, następnie RP (1989-1990); sybirak, żołnierz 1. Armii WP; w latach 1968-1983 szef MON; odpowiedzialny za udział WP w inwazji na Czechosłowację i wykorzystanie armii do krwawego tłumienia protestów na Wybrzeżu w 1970 r.; w lutym 1981 r. objął urząd premiera; od października 1981 r. do lipca 1989 r. I sekretarz KC PZPR; w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wprowadził stan wojenny, stając na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON).

Helena Bielecka (z domu Szczurowska) w 1943 roku miała zaledwie 14 lat.: „ tragicznej nocy z 25 na 26 maja 1943 mama opowiadała…[… ] Wszyscy spali, kiedy nad ranem, może o 3.30 usłyszała, że coś się dzieje dookoła domu. Obudziła wszystkich, ale już do drzwi walili siekierami i wybijali okna... .

 

Helena Bielecka (z domu Szczurowska) mieszkała wraz z rodzicami i trojgiem rodzeństwa w Małym Siedliszczu w powiecie kostopolskim w województwie wołyńskim. W 1943 roku miała zaledwie 14 lat.: „ tragicznej nocy z 25 na 26 maja 1943 mama opowiadała…[… ] Wszyscy spali, kiedy nad ranem, może o 3.30 usłyszała, że coś się dzieje dookoła domu. Obudziła wszystkich, ale już do drzwi walili siekierami i wybijali okna, cały dom był otoczony. […] Kiedy Julek się obudził, bandyci byli już w domu. Straszni, z karabinami i siekierami za pasem. […] - Módlmy się – powiedziała mama, kładąc się przy ojcu na podłodze. Słyszała jęki i ani na chwilę nie straciła świadomości. Poczuła oblewające gorąco i pomyślała „co oni mi zrobili”…. […] Kiedy odeszli i zapanowała cisza, mama pomyślała, że może te małe dzieci ocalały w pierzynach. Wstała i upadła. Pokotem leżało dziewięć osób we krwi i bez życia. Ale co mi jest, pomyślała i dowlokła się, czołgając do kuchni i napiła się wody. Następnie podeszła do drzwi sypialni, otworzyła je i na progu upadła jak zobaczyła, że poduszki i pierzyny zabrano a dzieci (Marysia – 4 lata i Jasio – 2,5 roku) zamordowano siekierami. […] Pierwsze słowa mamy były, kiedy zobaczyła mnie i Zosię. - To wy żyjecie! Warkocz miała odrąbany i chustę w strzępach. […] Widziałam, kiedy mamę znoszono z wozu na noszach. Krew, strzępy warkocza i chustki oraz wiszące, odrąbane ciało przy lewym ramieniu. Mama cały czas była przytomna….[1]

#NeverAgain #WeRememberTheFact #ПамятаємоПравду #Reparacje #UkrainianReparationsForPoland #Odszkodowania #CzasZapłatyZaRzeź !!! #Polishholokaust #WW2 #WorldWarTwo #Wołyń #Kresy #UkrainianMurdered #OUN #UPA #UA #Ludobójstwo #Genocidum #Genocide #GenocidumAtrox #UkrainianCrimes #UkrainskieZbrodnie


http://wolyn.org/index.php/informacje/851-maj-1943r-byem-wiadkiem-napaci-bandy-upa-na

W maju 1943 roku (świadkowie nie podają dokładnej daty co do dnia) Ukraińcy należący do bandy UPA napadli na wieś Druchowa w pow. Kostopol i zarąbali siekierami pięć osób z polskiej rodziny Płomińskich.

 


❗️W maju 1943 roku (świadkowie nie podają dokładnej daty co do dnia) Ukraińcy należący do bandy UPA napadli na wieś Druchowa w pow. Kostopol i zarąbali siekierami pięć osób z polskiej rodziny Płomińskich.


✔️Helena Bielecka z d. Szczurowska przeżyła również napad na Małe Siedliszcze, który miał miejsce w nocy z 25 na 26 maja 1943 r. O mordzie w Druchowej w 2000 r. wspominała:


"Oprócz Polaków zamordowanych w Małym Siedliszczu, czego byłam naocznym świadkiem wiem, że zostali zamordowani też inni Polacy, w tym moi dalsi krewni we wsi Druchowa, gmina Ludwipol, powiat Kostopol. Wieś Druchowa była położona około 17 km na północ od Małego Siedliszcza i liczyła ponad 200 zagród. Mieszkała tam siostra babci Teofili Szczurowskiej, Anna Płomińska z d. Wereda z rodziną: mężem, dwoma synami, dwiema córkami ( Anielą i Genią) oraz synowa Ukraińką z dzieckiem. Starszy syn Józef był żonaty z Ukraińką. Jak miał na imię młodszy syn, nie pamiętam. Któregoś dnia w maju 1943 roku babcia Ania podała całej rodzinie kolację i poszła do obory doić krowy. Między domem a oborą rosły konopie. Po pewnym czasie usłyszała, że w domu coś się dzieje. Wskoczyła w konopie i zobaczyła, że synowa Ukrainka z dzieckiem na ręku wychodzi z domu i ucieka. Po paru minutach podjechał wóz drabiniasty i banda wynosiła z domu trupy zarąbanych siekierami: męża, synów i córek. Wywieźli pod las i spalili trupy wraz z wozem Wiem, że babcia Ania po wojnie mieszkała w Rawiczu. Przeżyła wszystko i zmarła jako staruszka. Wówczas przez Ukraińców zostali zamordowani:


NN. Płomiński, ojciec rodziny, mąż Ani

Józef Płomiński, starszy syn

NN. Płomiński, młodszy syn

Aniela Płomińska, córka

Genia Płomińska, córka".


➡️Na zakończenie krótka refleksja autorki relacji: 


"Powoli to pokolenie, tak strasznie doświadczone podczas ostatniej wojny, wymiera. Historia zawsze coś tam skręci pod kątem ustroju, układu granic i niby przebaczenia dla dobra następnych pokoleń. Ale te rany i mordy, nawet w grobie powinny wykrzyczeć prawdę. Nie mogę zrozumieć i nikt mnie nie przekona, jak to jest możliwe, że w wolnej Polsce najwyższe władze państwowe milczą na temat tragedii ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na Polakach na Kresach Wschodnich II RP w czasie drugiej wojny światowej. Zamordowano tam w bestialski sposób kilkaset tysięcy naszych rodaków, w tym kobiety, dzieci i starców za to tylko, że byli Polakami. Do dzisiaj zbrodnia ta nie została potępiona przez Sejm III RP i zbrodniarze nie zostali ukarani. A wielu z nich jeszcze żyje. Żeby dopełnić upokorzenia Polaków, mordercom z UPA stawia się na polskiej ziemi pomniki! Czy to jest możliwe w innym kraju, poza Polską? Serce boli, gdy o tym myślę!".

Post Agnieszka Marciniuk 

#ToMyjesteśmyPamięcią #PlomienBraterstwa #ПолумяБратерства

#NeverAgain #WeRememberTheFact #ПамятаємоПравду #Reparacje #UkrainianReparationsForPoland #Odszkodowania #CzasZapłatyZaRzeź !!! #Polishholokaust #WW2 #WorldWarTwo #Wołyń #Kresy #UkrainianMurdered #OUN #UPA #UA #Ludobójstwo #Genocidum #Genocide #GenocidumAtrox #UkrainianCrimes #UkrainskieZbrodnie