czwartek, 28 lutego 2019

Testament zamordowanego w dniu 1 marca 1951r płk. Łukasza Cieplińskiego.


28 listopada 1947 r. został aresztowany płk. Łukasz Ciepliński. UB aresztowało prawie wszystkich członków kierownictwa WiN.
W więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego na warszawskim Mokotowie przez trzy lata, do listopada 1950 r., poddawany był okrutnemu śledztwu. Z niektórych przesłuchań skatowanego przynoszono w kocu. Znęcali się nad nim m.in. Józef Różański, Anatol Fejgin, Józef Światło i Józef Dusza.
"Wydaje mi się czasem, że giną moje siły, nie mogę już patrzeć na to, co się dzieje, słuchać jęku mordowanych, na to królestwo szatana" - pisał w grypsie do żony.
Po Cieplińskim pozostało niewiele pamiątek. Do nielicznych należą m.in. wydane w czerwcu 2007 r. przez Instytut Pamięci Narodowej i Towarzystwo Naukowe Societas Vistulana grypsy więzienne pisane przez prezesa IV ZG WiN z celi śmierci do żony i czteroletniego wtedy syna. Tworzą swoisty testament, zamordowanego w dniu 1 III 1951r płk. Łukasza Cieplińskiego.

"Grypsy przeszmuglowane i zachowane do dzisiaj to rzadkość, zaś cała ich kolekcja - to ewenement źródłowy i historyczny. Ponadto jeśli są to grypsy pisane w komunistycznej celi śmierci przez jednego z legendarnych przywódców Polski Podziemnej i Drugiej Konspiracji, w niezwykły sposób przechowane przez skazanego na dożywocie kolegę z konspiracji - mamy do czynienia z poruszającym źródłem historycznym i z relikwią polskiego marzenia o wolności i niepodległości jednocześnie" - napisał w słowie wstępnym do książki ówczesny prezes IPN Janusz Kurtyka.


" „Wisiu, siedzę w celi śmierci. Śmierci nie boję się zupełnie. Żal mi tylko Was, sieroty moje najdroższe (…). Wiem, że myślą, sercem i modlitwą jesteś stale przy mnie. ODCZUWAM TO. Widzę wówczas Twoją zbolałą buzię na procesie. Ty znasz mnie najlepiej, dlatego musiałaś boleć słysząc te kłamliwe, prowokacyjne i krzywdzące mnie zarzuty. Bądź Wisiu dzielna. Przejdź nad cierpieniem z godnością i spokojem i wiarą w sprawiedliwość Bożą. Tylko nam ona została. Cel Twój i zadanie to Andrzejek i wierzę, że go wychowasz na człowieka, na Polaka i na katolika, że przekażesz mu swoje wartości duchowe i silnie zwiążesz ze mną i ideą, dla której żyłem.

Widzisz Synku – z Mamusią modliliśmy się zawsze, byś wyrósł ku chwale idei Chrystusowej, na pożytek Ojczyźnie i nam na pociechę. Chciałem służyć Tobie swoim doświadczeniem. Niestety to może moje ostatnie do Ciebie słowa. W tych dniach mam zostać zamordowany przez komunistów za realizowanie ideałów, które Tobie w testamencie przekazuję. O moim życiu powie Tobie Mamusia, która zna mnie najlepiej. W tej ciężkiej dla mnie godzinie życia świadomość, że ofiara moja nie pójdzie na marne, że niespełnione sny i marzenia nie zamknie nieznana mogiła, ale że będziesz je realizował Ty, jest 20 I 51. Andrzejku! Wymodlony, wymarzony i kochany mój synku. Piszę do Ciebie po raz pierwszy i ostatni. W tych dniach bowiem mam być zamordowany. Chciałem być Tobie ojcem i przyjacielem. Bawić się z Tobą i służyć radą i doświadczeniem w kształtowaniu twego umysłu i charakteru. Niestety okrutny los zabiera mnie przedwcześnie a Ciebie zostawia sierotą. Dlatego piszę i płaczę. Ja odchodzę – Ty zostajesz by w czyn wprowadzać idee ojca. – Andrzejku: celami Twego życia to:

a) służba dobru, prawdzie i sprawiedliwości oraz walka ze złem.

b) dążenie do rozwiązywania bieżących problemów – na zasadach idei Chrystusowej. W tym celu realizować jej w życiu i wprowadzać w czyn.

c) służba ojczyźnie i narod[o]wi polskiemu [fragment nieczytelny]. Naród polski [fragment nieczytelny] i wolność. Dobrobyt i szczęście. Świat zapadł się [w] nienawiści, brudzie i złej woli. Potrzeba nowych myśli i właściwego rozwiązania, którą Chrystusowa Idea. Miłość i szczęście dostosować do potrzeb XX wieku. Trzeba potrzeby powyższe rozwiązywać w myśl danych zasad. Zasad, których istota często nie jest właściwie rozumiana przez nas.

„Andrzejku! W trakcie okupacji niemieckiej dowodziłem inspektoratem rzeszowskim. Podlegało mi około 20 000 ludzi. Wielu z nich zginęło w walce o Polskę i o duszę Narodu Polskiego, wielu jest mordowanych obecnie. W pracy i walce widziałem tak wielkie umiłowanie Ojczyzny, bohaterstwo i bezgraniczne poświęcenie i oddanie Sprawie, że ze wzruszeniem myślę o nich i Bogu dziękuję, że pozwolił dowodzić mi synami bohaterskiej ziemi Rzeszowskiej. Chciałem opisać ich sylwetki i czyny, by nie poszły w zapomnienie i przekazać je historii. Ponieważ nie będę już mógł tego zrobić, na Ciebie spada ten obowiązek.

Cieszę się, że doczekałem dnia dzisiejszego i miesiąca Matki Bożej. Wierzę, że gdy mnie w nim zamordują, zabierze moją duszę Królowa Polski do swych niebieskich hufców – bym mógł Jej dalej służyć i bezpośrednio meldować o tragedii mordowanego przez jednych, opuszczonego przez pozostałych Narodu Polskiego.

Do Braci! Walczyliśmy wszyscy za Polskę. Dzisiaj umierał będę za Nią. Zostaje Andrzejek. To nasza krew i Wasz Syn, Wy – jego ojcowie. Musicie zastąpić mnie dziecku. Zrobili ze mnie zbrodniarza. Prawda jednak wkrótce zwycięży. Nad światem zapanuje idea Chrystusowa, Polska niepodległość odzyska – a człowiek pohańbioną godność ludzką – odzyska. Żegnam Was i przez Was Wasze Żony.
Ból spędza sen z oczu, mózg szarpie i siły,

– czy sny niespełnione powstaną z mogiły

– czy drogiej idei dni wstaną mocarne

– czy nasze ofiary nie pójdą na marne.

Wierzę – nie pójdą, sny wstaną, syn zastąpi ojca (…). Wierzę bardziej niż kiedykolwiek, że Chrystus zwycięży, Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona.

Andrzejku! Ażeby nie zmarnować życia, ażeby wziąć czynny udział w dokonywujących się procesa[ch] i wnieść w życie pozytywne i twórcze wartości musisz starać się zająć odpowiednie stanowisko społeczne.Celem tego nie mogą być osobiste ambicje, ale świadomość i wiara w ideały, które Tobie mają przyświecać. – Droga do tego prowadzi przez wartości charakteru i umysłu. Przez głęboką wiarę w słuszność celów [wyraz nieczytelny]. – Pamiętaj, że o wartości człowieka stanowi w pierwszym rzędzie jego charakter.

Musisz go szkolić drogą różnych wyrzeczeń. Silna wola, pracowitość, odwaga, inicjatywa, prawdomówność, godność osobista, narodowa i ludzka – oto elementy na które zwrócić musisz specjalną uwagę. Bez silnego charakteru nie osiągniesz żadnego celu. W połowie drogi połamią Cię przeciwności. [fragment nieczytelny] Nie wolno Tobie marnować czasu na głupstwa [fragment nieczytelny] w kraju, wyjed[ź] na zachód celem pogłębienia działu który sobie obierzesz. Wybierz zawód, który będzie Tobie najbardziej odpowiadał, a w którym będziesz mógł najbardziej pozytywnie pracować na chwałę Boga, na pożytek ojczyźnie i pociechę Matce. Na zachodzie zwracaj uwagę na zagadnienia filozoficzne, gospodarcze, społeczne i polityczne. Z języków wybierz angielski. – Musisz poznać również łacinę, celem zapoznania kultury klasycznej, – odbijającej tak bardzo [brak grypsu]

„16 I 51. Świętości moje ukochane! Czem bardziej zbliżam się końca, tem jesteście mi drożsi i bliżsi. O Was myślę i śnię, z Andrzejkiem się bawię i z Tobą rozmawiam. Widzę piętrzące się przed Wami trudności, które jak zwykle pokonałbym błyskawicznie. Niestety dzisiaj w niczym Wam pomóc nie mogę. To mnie bardzo boli. Okres do wyzwolenia z niewoli będzie dla Was ciężki. Powrót do Rz[eszowa] słuszny.Rodzina i dobrzy ludzie, o ile w ogóle tacy jeszcze istnieją – w tej dobie panowania szatana – pomogą Wa[m] przetrwać. Po wyzwoleniu na pewno otrzymasz stałą pomoc. Miejsce zamieszkania zamień na Kraków, Warszawę lub Poznań. W zależności od miejsca studiów i pracy Andrz[ejka]. Andrzejka proszę by Mamusię słucha[ł] był dla niej dobry, kochał za siebie i za mnie. Miej zawsze Matkę przy sobie. Mieszkajcie razem. W momentach przełomowych i trudnych decyzji – zaciągaj zawsze jej rady. Pamiętaj że jest to jedyna Istota, któr[a] zawsze Ciebie zrozumie i pragnie Twego szczęścia.

Bądź Polakiem, to znaczy całe zdolności zużyj dla dobra Polski i wszystkich Polaków [fragment nieczytelny] Bądź katolikiem, to znaczy pragni[j] poznać Wolę Bożą, przyjmij ją za swoją i realizuj w życiu. Katoli[k] to nie niedołęga, ale zdolny przedsiębiorczy, służący dobru i walczący ze złem. Przez wyks[z]tałcenie umysłu i charakteru osiągnąć musisz odpowiednie stanowisko społeczne – by cele te móc realizować.
Łukasz.
„Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze. Cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Polskę niepodległą i szczęśliwą, jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę dziś bardziej niż kiedykolwiek, że idea Chrystusowa zwycięży i Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona. To moja wiara i moje wielkie szczęście. Gdybyś odnalazł moją mogiłę, to na niej możesz te słowa napisać. Żegnaj mój ukochany. Całuję i do serca tulę. Błogosławię i Królowej Polski oddaję. Ojciec”

14 X 1950 r. sąd skazał Cieplińskiego „na pięciokrotną karę śmierci, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz przepadek całego mienia”.
Sąd wyższej instancji 16 XII 1950 r. utrzymał wyrok w mocy, zaśprezydent Bierut decyzją z 20 II 1951 r. nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok na Cieplińskim i jego towarzyszach z IV ZG WiN wykonano 1 III 1951 r. strzałem w tył głowy (katyńskim). Miejsce jego pochówku do dziś pozostaje nieznane.

Polish Holokaust



Tak,POLSKI HOLOCAUST ! POLISH HOLOKAUST ! Prawdę mówią amerykańscy Żydzi na swym filmiku,bo 6 milionów obywateli polskich zginęło w czasie II wojny światowej. I bardzo wielu jeszcze po wojnie w katowniach UB. Bardzo wielu z rąk Żydów. TAK, POLISH HOLOKAUST.

wtorek, 26 lutego 2019

Chcą szykanować Polaków za brak poparcia ideologii LGBTPZN



Szanowni Państwo,
wyjątkowo bulwersującą deklarację złożył prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który zapowiedział wprowadzenie do szkół zajęć edukacji seksualnej poświęconych homoseksualizmowi i biseksualizmowi oraz zachęcających uczniów do „odkrywania własnego ciała” i masturbacji. Znajdują się niej również zalecenia, by o dopuszczeniu przedsiębiorców do organizowanych przez miasto przetargów decydowały poglądy firmy na praktyki homoseksualne i ideologię LGBT. Równie absurdalne i niezgodne z polskim prawem plany ma były prezydent Słupska Robert Biedroń oraz prezydenci kilku innych polskich miast.

poniedziałek, 25 lutego 2019

„Dlaczego tak mało Żydów przeżyło? Główne wyniki badań porównawczych"



   pink-panther


Ludzie PAN w Paryżu, Yakow Kedmi w Moskwie czyli kłamstwo powtórzone tysiąc razy.

W kwietniu 2018 r. pan Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Piotr Müller był łaskaw powiedzieć, że :’…przepisy dotyczące PAN "trzeba będzie zmodyfikować" albo "pod koniec tej kadencji (Sejmu-PAP), albo na początku przyszłej (…) PAN ma w wielu miejscach niewykorzystany potencjał….”.
Jaki tam „niewykorzystany potencjał”. Pracownicy PAN dwoją się i troją aby rozwijać tę, no, naukę do tego stopnia, że niektórzy najwybitniejsi pracownicy biorą urlopy, aby nieść kaganek oświaty a nie przeciążać budżetu Akademii.

Na ten przykład w tym tygodniu całe „twarde jądro” Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Pan zapakowało walizki i udało się do Paryża, aby tam w dniach 21-22 lutego 2019 r . na koszt postępowych kapitalistów utrzymujących przedsięwzięcie naukowe pod nazwą École des hautes études en sciences sociales (Szkoła Studiów Wyższych w Naukach Społecznych)- uczestniczyć w międzynarodowym kolokwium pod nazwą ‘Nowa Polska Szkoła Historii Shoah’’.
Poza l‘EHESS organizatorem imprezy jest fundacja pod nazwą Fondation pour la Mémoire de la Shoah(Fundacja Pamięci Holocaustu) z siedzibą w Paryżu z Prezesem panem Davidem Rothschildem z Rothschild & bCie oraz Sekretarzem Generalnym panem Ѐric de Rothschild (oraz ośmioma przedstawicielami władz francuskich w Radzie Fundacji).

więcej>>> http://pink-panther.szkolanawigatorow.pl/ludzie-pan-w-paryzu-yakow-kedmi-w-moskwie-czyli-kamstwo-powtorzone-tysiac-razy


niedziela, 24 lutego 2019

Nila zabili Żydzi


https://wpolityce.pl/historia/435308-66-rocznica-smierci-gen-augusta-fieldorfa-nila-wideo?fbclid=IwAR2vj6o3Wycgpy_3QwxrqaL3qfH2U398ONzQi9fTVmG7tOT94sJRjuWQsAo


24 lutego 1953 roku został zamordowany jeden z najwybitniejszych dowódców Polskiego Państwa Podziemnego. Choć szef Kedywu Komendy Głównej AK sprawiał, że Polacy stawiali czoła niemieckiemu najeźdźcy, nowa „ludowa” władza nie miała dla niego litości i skazała „Nila” na karę śmierci.

Bibi lubi robić polaczków w ciul



                         Lubi to Tomasz🇵🇱 i 7 innych użytkowników

Niemiecki Generalplan Ost zakładał eksterminację Polaków w przypadku wygranej III Rzeszy niemieckiej. Płacąc niewyobrażalną cenę, Naród polski nigdy nie poszedł na kolaborację z Niemcami hitlerowskimi. Staliśmy po stronie dobra przeciw absolutnemu złu.

sobota, 16 lutego 2019

17 lutego 1944 r. wystrzał karabinowy dał sygnał do ataku Ukraińców na czysto polską wieś Ludwikówka (pow. Rohatyn, woj. Stanisławów).



Nocą z 17 na 18 lutego 1944 roku we wsi Ludwikówka pow. Rohatyn, woj. Stanisławów,  Ukraińcy zamordowali około 200 Polaków a 27 poranili, obrabowali i spalili ponad 180 gospodarstw, wieś przestała istnieć.
Ludwikówka była czysto Polską wsią z bardzo słabą samoobroną, warty wystawiane wyposażone w kosy i widły, nie były w stanie przeciwstawić się uzbrojonym w broń palną napastnikom.
Napastnicy dwa dni wcześniej przeprowadzili rozeznanie siły samoobrony Ludwikówki. 15 lutego do wsi wjechał saniami kilkuosobowy patrol banderowców. Wywiązała się walka z wartownikami, z których jeden zginął a drugi został ranny. Po potyczce Ukraińcy wycofali się. Starcie to upewniło oprawców, że Ludwikówka nie posiada broni palnej.
Atak rozpoczęto wystrzałem karabinowym, zaczęto od od ostrzeliwania strzech pociskami zapalającymi. Wieś stanęła w ogniu. „Strelaj! Niech wsio horyt!” – takie komendy słyszeli Polacy uciekający z płonących chat.
  „Pamiętam widok łuny pochodzącej z płonącej wsi o nazwie Ludwikówka, podpalonej przez nacjonalistów ukraińskich.” – wspomni po latach Franciszka Chojcan pochodząca z sąsiednich Bukaczowiec".
„Mordowali ludzi w straszliwy sposób. Małe dzieci nadziewali na widły i żywcem wrzucali do ognia, a ludzi dorosłych palili w ich własnych domach albo wpędzali do stodoły i tam podpalali” (Helena Alicja Dul; w: Siekierka..., s. 426; Stanisławowskie).
,, Tak bezbronnych Polaków, bez rozróżniania płci i wieku, mordowano za pomocą noży i siekier a do uciekających strzelano. 22-letni Augustyn Korbecki został porąbany na kawałki w stodole Jana Gargały. Józefowi Kochmanowi, memu bratu, który podpierał drzwi plecami, rozpłatano głowę siekierą od tyłu, przez drzwi. (...) Dużo osób ratujących się ucieczką boso i w nocnych koszulach zamarzło na polach (...).” – tak zagładę Ludwikówki opisze Emilia Krupska, która uratowała się ukrywając w kostnicy na cmentarzu."
„Ciała zabitych pochowano w trzech dużych dołach w rogu cmentarza. Z biegiem lat ziemia nad zwłokami zapadła się. Wklęśnięcia ziemi są teraz śladem po mogiłach tych ludzi. Dziś nie ma tam już na mogiłach krzyża, znaku ich wiary. Na miejscu wioski jest tylko zaorane pole” (Emilia Krupska; w: Siekierka..., s. 438; stanisławowskie).
W napadzie tym zginął co czwarty mieszkaniec Ludwikówki – od 150 do 200 osób. Według raportu UPA zabito 330 ludzi, w tym 295 mężczyzn, 30 kobiet i 5 dzieci; strat własnych nie odnotowano. Następnego dnia rano do wsi przyjechali żołnierze niemieccy i wywieźli ocalałych do odległego o 19 km Rohatynia.

Na zdjęciu Tablica Pomnika ofiar zbrodni dokonanej na obywatelach polskich przez OUN-UPA wymieniająca Ludwikówkę, pochodzące z ⬇️
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Ludwik%C3%B3wce

czwartek, 14 lutego 2019


15 II 1941r. Doszło do pierwszego zrzutu cichociemnych do Polski: w nocy z 15 na 16 lutego z Wielkiej Brytanii wystartowała brytyjska załoga z trzema polskimi skoczkami  na pokładzie.
Pierwszy zrzut pierwotnie miał nastąpić 20 grudnia 1940 r. Akcja została w ostatnim momencie odwołana. „Kolejny termin operacji wyznaczono na noc z 15 na 16 lutego 1941 r. Tym razem skoczkom udało się wykonać ustne polecenie dowódcy Związku Walki Czynnej gen. Kazimierza Sosnowskiego, który pożegnał ich słowami
,, Idziecie jako straż przednia do kraju. Macie udowodnić, że łączność z krajem jest w naszych warunkach możliwa” – napisał Piotr Wybraniec z Muzeum Spadochroniarstwa w Wiśle.
Kryptonim pierwszego zrzutu brzmiał "Adolphus". Rtm. Józef Zabielski „Żbik”, kpt. Stanisław Krzymowski „Kostka” i kurier Czesław Raczkowski „Włodek”, po ponad 11 godz. lotu, mieli wylądować w okolicach Włoszczowy. Przez błąd w nawigacji stało się to niedaleko wsi Dębowiec koło Skoczowa (Śląsk Cieszyński) . Ten teren był już włączony do III Rzeszy.
Od 15 lutego 1941 r. do 26 grudnia 1944 r. odbyły się 82 loty, w czasie których przerzucono 316 Cichociemnych, w tym jedną kobietę - Elżbietę Zawacką "Zo", oraz 28 kurierów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Cichociemni w kraju działali w Armii Krajowej. Służyli m.in. w Związku Odwetu, Kedywie i Wachlarzu, szkolili podchorążych, walczyli w Powstaniu Warszawskim.
Do najbardziej znanych Cichociemnych przerzuconych do Polski należeli: ostatni komendant główny AK gen. Leopold Okulicki, mjr Bolesław Kontrym "Żmudzin", mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" i kpt. Jan Piwnik "Ponury".

środa, 13 lutego 2019

14 lutego 1945 roku, ukraińscy nacjonaliści dokonali zbrodni na około 100 polskich mieszkańcach wsi Byczkowce.

14 lutego 1945 roku, ukraińscy nacjonaliści dokonali zbrodni na około 100 polskich mieszkańcach wsi Byczkowce, położonej w byłym powiecie czortkowskim województwa tarnopolskiego.
Byczkowce były wsią w większości zamieszkaną przez Polaków. Miejscowość została zaatakowana przez grupę nacjonalistów ukraińskich, której liczebność oceniono na 600 osób. Pomimo stawienia zaciekłego oporu przez napadniętych, zostało zamordowanych około 100 Polaków a większość zabudowań spłonęła. Według sprawozdania Komitetu Ziem Wschodnich w napadzie brały udział ukraińskie dziewczęta, "które sierpami męczyły mordowanych, wybierając im oczy, obcinając uszy i nosy". Po zbrodni część ludności wsi ewakuowała się do Czortkowa, Białobożnicy i Słobódki Dżuryńskiej.

W raporcie Berii do Stalina, Mołotowa i Malenkowa podano liczbę 39 ofiar tego napadu, "przede wszystkim kobiet i dzieci". H. Komański i Sz. Siekierka przytaczają liczbę 111 Polaków z Byczkowiec, którzy stracili życie z rąk ukraińskich nacjonalistów w latach 1941-1946, wszystkich znanych z nazwiska. Listę zabitych opracował komitet organizacyjny budowy pomnika upamiętniającego mord w Byczkowcach z Siemianowa.

Zdj. Tablica Pomnika ofiar zbrodni dokonanej na obywatelach polskich przez OUN-UPA wymieniająca Byczkowce

Występy buraka Pompeo - pochwała faszystowskiego oprawcy


Wpadka sekretarza stanu USA. Pochwalił stalinowskiego oprawcę



– Życie Franka Blajchmana było świadectwem odporności polskiego narodu i amerykańskiego ideału, że każdy kto ma duże marzenia, może wznieść się na wyżyny – bez względu na to, od czego zaczynasz – powiedział na konferencji prasowej sekretarz stanu USA Mike Pompeo. Polityk opisał Blajchmana jako tego, który przeciwstawiał się nazizmowi. Jednak był on również stalinowskim oprawcą, którego IPN podejrzewa o mordowanie członków ruchu oporu. Blajchman w książce opublikowanej przed śmiercią napisał, że Armia Krajowa „była antysemicka, NSZ wykonywały rozkazy Niemców”.


Twój post im się nie podoba



https://polishholokaust-eng.blogspot.com/2019/02/if-polish-ambassador-mentioned-jews-of.html


niedziela, 10 lutego 2019

Rzeż Polaków w Parośli przetrwali tylko Żydzi ukrywający się przed Niemcami/mordercami


Szczepionkarski przymus to najnowocześniejsza broń czyniąca wroga bezpłodnym autykiem i to na jego koszt

Czy wielka farma rządzi Ameryką? Jerry Barrett


Olbrzymie zyski ważniejsze od naszego zdrowia i dobrego samopoczucia… Jerry Barrett


Jerry Barrett

Firmy farmaceutyczne, dzięki obfitemu strumieniowi dochodów, sprawują niesamowitą władzę – polityczną i ekonomiczną – nad Ameryką. Określenie „wielka farma” jest poprawne. Jedenaście największych korporacji wielkiej farmy osiągnęły zysk niemal 3 / 4 tryliona dolarów tylko w jednej dekadzie! Większość tych korporacji jest w Ameryce, i są to bardzo znane nazwy takie jak Johnson & Johnson, Pfizer, Merck, Eli Lilly, i Bristol Myers Squibb.

sobota, 9 lutego 2019

Rola Bandery Stiepana w ludobójstwie


Z Bogiem Panowie! Z Bogiem Panie Majorze




Na niemieckim żołdzie bieda idzie


Biedroń: Niemcy dają nam pieniądze ale nie oczekują ode mnie wdzięczności [WIDEO]

– Robert Biedroń przekonuje nas, że niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych rozdaje pieniądze i nie oczekuje nic w zamian. Tak po prostu mu dają, poprzez niemieckie fundacje, bo się do nich zwrócił. Kto mu w to uwierzy? – zapytuje poseł Anna Maria Siarkowska, przewodnicząca Partii Republikańskiej.

Pamięć o ludobójstwie na Wołyniu



http://www.radiomaryja.pl/informacje/pamiec-o-ludobojstwie-na-wolyniu/


Pamięć o ludobójstwie na Wołyniu


Jeśli nie ma sprawiedliwości, zawsze pozostaje pamięć – mówi prezes IPN dr Jarosław Szarek. Dziś przypada rocznica pierwszego, zbiorowego mordu ukraińskich nacjonalistów na Polakach. W Szczecinie zostanie odsłonięty pomnik upamiętniający ofiary rzezi wołyńskiej.

Ukraiński mord na Polakach w Parośli, preludium zbrodni Wołyńskiej.

9 lutego 1943 r. we wsi Parośla pojawili się Ukraińcy z sotni Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, uzbrojeni głównie w noże i siekiery.
Upa-bandyci wjechali 50 saniami do Parośli. Przed każdą zagrodę podjechały jedne sanie, uzbrojeni mężczyźni łomotaniem w drzwi budzili mieszkańców. Do każdego domu weszło po kilku bandytów, podawali się za dywersantów sowieckich, kazano sobie przygotować posiłki. Wieś była otoczona, nie wypuszczano nikogo z domostw. Zatrzymywano wszystkich przejeżdżających przez wieś. Zagrody były przeszukiwane. Gdy znaleziono broń, gospodarz był katowany.
Przystąpiono do mordu.
Zamordowano 173 osoby, tylko 11 osób, przeważnie dzieci, ciężko okaleczone, zostały potem uratowane.
Wydarzenia te są uznawane za pierwszy akt ludobójstwa rzezi wołyńskiej.
Oto jak wspominał te przerażające momenty Witold Kołodyński, wówczas 12-letni chłopiec.
„Warta szczelnie otaczała nasz dom. Wtedy to mama spytała ojca, co ci robili? Czy mocno bili? Za co? Ojciec odrzekł, że im nie chodziło o słoninę, lecz o broń. Mama powiedziała, że nas chyba pomordują, na co ojciec nic nie odpowiedział. Siedział ze spuszczoną głową, bez słowa. Mama modliła się półgłosem, prosiła Boga, by jej dzieci nie zostały sierotami. Po dłuższym czasie, do sypialni wszedł dowódca z miną bardzo zadowoloną, za nim kilku bandytów rozebranych do koszul, roześmianych. Dowódca powiedział nam: „Musicie się położyć, my was powiążemy, żeby Niemcy was nie skrzywdzili za przetrzymywanie i karmienie partyzantów”. Rozkazał położyć się twarzą do podłogi i nastąpiło bestialskie mordowanie, rąbaniem naszych głów siekierami. Oprawców było wielu, gdyż mordowano nas prawie jednocześnie. Mordercy przebywali w naszym domu w dalszym ciągu, ucztując. W czasie mordowania słyszeliśmy krzyk mamy, która kątem oka musiała widzieć mordowanie dziadka,babci i ojca (swego męża), gdyż leżała obok niego. Po chwili ucichła. My – [ja] z siostrą – leżeliśmy nieco dalej obok kołyski, z nogami do głów rodziców. Po upływie jakiegoś czasu, odzyskałem przytomność i usłyszałem głos banderowców z kuchni, chodzących tam i z powrotem. W tym czasie słyszałem rzężenie mamy. Do dziś nie wiem, dlaczego nie wstałem? Usłyszałem wnet kroki zbliżającego się do sypialni mordercy i natychmiast ułożyłem się w tej samej pozycji (chyba tylko z woli Boga). Wtedy to morderca otworzył drzwi, rąbnął siekierą, chwilę postał, zamknął drzwi i poszedł. Wtedy to ponownie poruszyłem się, gdyż bardzo bolały mnie ramiona. Słysząc pojedyncze już tylko głosy oprawców, nie próbowałem wstać. Po chwili znów otwarły się drzwi, morderca popatrzył, ponieważ nikt nie dawał znaku życia, zamknął drzwi i wtedy wszystko ucichło. Po przerażającej ciszy, usłyszałem odgłos skrzypiących sań, oddalających się. Odczekałem jeszcze jakiś czas i dopiero wtedy zacząłem poruszać się. Wstać jednakże nie mogłem. Cały byłem bardzo obolały, odrętwiały. Wtedy to młodsza moja siostra Teresa musiała odzyskać przytomność, gdyż poruszyła się, macając ręką podłogę. Spytałem: „Lilka, ty żyjesz?”, na co siostra ze zdziwieniem odpowiedziała, raczej spytała – „Dlaczego miałabym nie żyć? Dlaczego my leżymy na podłodze?”. Wtedy ja powiedziałem, że tak nam oni kazali położyć się i wszystkich nas wybili. Ja jestem ranny, bardzo mnie wszystko boli. „To ja chyba też jestem ranna, bo mam takie poklejone włosy i bardzo boli mnie głowa”. Byliśmy bardzo zziębnięci, zdrętwiali, zalani krwią. Lila wstała i pomogła mnie wstać. Widok, który naszym oczom okazał się, był straszny. Nie do objęcia umysłem ludzkim, tym bardziej umysłem dziecięcym. Rodzice mieli głowy rozrąbane na pół. Mamy długi warkocz był odcięty. W głowie ojca pozostawiona siekiera, co oznaczałoby, że słyszane przeze mnie jęki wydawał ojciec, którego dobito. W kołysce najmłodsza Bogusia, w wieku 1,5 roku, uderzona była siekierą w czoło. Przez dłuższy czas była w konwulsjach, które miotały kołyską. Lila wzięła ją na ręce i po chwili Bogusia zakończyła życie. Z nosa wydobyła się „bańka” – był to mózg. Wraz z siostrą odczuwałem straszne pragnienie picia. Przechodząc przez trupy pomordowanych do kuchni, upadliśmy w kałużę krwi. Z trudem, bardzo wtedy właśnie przerażeni, zrozumieliśmy, co się stało. Doszliśmy do kuchni, w której było przerażające zimno – zostawili otwarte drzwi, a mróz sięgał ponad 20°C. /.../ Tak w męczarniach doczekaliśmy rana następnego dnia. /.../ U stryjka wszyscy tak samo pomordowani. Naprzeciw u sąsiadów ten sam widok. Nie widać żywej duszy. Słychać za to straszne wycie psów. Nie dymiły nigdzie kominy. Wróciliśmy z podwórka do domu. Piec chlebowy był ciepły, usiedliśmy przy nim zasłaniając się pasiakiem. W pewnym momencie usłyszeliśmy skrzypienie sań i zbliżające się kroki ludzkie. Lila stwierdziła, że to na pewno banda wróciła i teraz nas dobiją, więc trzeba się pomodlić. Ponieważ mnie trudno było siedzieć, leżałem z głową na poduszeczce trzymanej w rękach Lili. Wtedy odrzekłem, że ja nie mogę się nawet modlić, tak mnie wszystko boli. Lila postanowiła, pocieszając mnie, modlić się za nas dwoje. Jako pierwsi weszli Niemcy z psem, który od razu skoczył do nas,. Ściągnięto zasłonę. Ujrzeliśmy znajome nam twarze Jana i Antoniego Przybyszów. Weszła też z nimi kobieta. Była to Kazimiera Sulikowska z Antonówki, która bardzo nas namawiała i przekonywała, żebyśmy z nią poszli. My natomiast nie chcieliśmy iść nigdzie i z nikim z naszego domu. Po dłuższym czasie przekonała nas, że ponieważ jesteśmy bardzo ranni, musi zawieźć nas do lekarza. /.../ Byłem uderzony obuchem siekiery w tył głowy. Pęknięta i wgnieciona kość czaszki, wybite przednie zęby. Duże wgłębienie i ciągłe cierpienie – zawroty głowy, ból serca, potworne lęki pozostały jako „pamiątka” mordowania Polaków. Lila była także uderzona obuchem w tył głowy. Pęknięta, wgnieciona kość czaszki. Rana długo nie mogła się zagoić. Przez wiele lat cierpiała na dokuczliwe bóle i zawroty głowy. Wybite przednie zęby. W dniu mordowania byliśmy w wieku: ja – 12 lat, siostra Lila – 9 lat” (Witold Kołodyński; w: Siemaszko..., s. 1213 – 1219).
            Jak zwykle czyniły to bandy ukraińskie , po dokonanym morderstwie gospodarstwa ograbiono, zabierając cały dobytek i żywy inwentarz. Późniejsze oględziny pomordowanych wykazały szczególne okrucieństwo oprawców. Niemowlęta były przybijane do stołów nożami kuchennymi, kilku mężczyzn było obdartych ze skóry pasami, niektórzy mieli wyrywane żyły od pachwiny do stóp, kobiety były nie tylko gwałcone, lecz wiele z nich miało poobcinane piersi. Wielu pomordowanych miało poobcinane uszy, nosy, wargi, oczy powyjmowane, głowy często poobcinane. Po dokonaniu rzezi mordercy urządzili libację w domu sołtysa. Po odejściu oprawców, wśród resztek jedzenia i butelek po samogonie znaleziono martwe dziecko około 12-miesięczne, przybite bagnetem do stołu, a w ustach dziecka włożony był niedojedzony kawałek kiszonego ogórka.”

czwartek, 24 stycznia 2019

Odezwa SN i ONR z września 1943 r. do Polaków ziem wschodnich ws. rzezi wołyńskiej

Za post o ludobójstwie na Polakach otrzymałem blokadę na udostępnianie postów. Dlatego link do postu naruszającego standardy Facebooka załączam poniżej.


Wiemy, że rozwydrzone bandy ukraińskie, nie uznając zasad chrześcjańskich i praw ludzkich, tysiącami mordują w bestialski sposób niemowlęta, dzieci, kobiety i starców — tylko za to, że są Polakami.
Link. ⬇️
https://dzienniknarodowy.pl/odezwa-sn-onr-wrzesnia-1943-r-p/

niedziela, 6 stycznia 2019

Apel do Prezydenta : Odebrać Virtuti Militari chazarskim zwyrodnialcom!

W latach 1943-1989 nadano łącznie 5167 orderów Virtuti Militari. Wśród odznaczonych były również osoby, które utrwalały władzę komunistyczną, były odpowiedzialne za śmierć mjr Mariana Bernaciaka ps. Orlik oraz były skazywane za zbrodnie stalinowskie. Dotąd nie zabrano im tych odznaczeń.
Zdjęcie wykonane przez bandytów z UB 6 października 1951 r. na dziedzińcu PUBP we Włodawie. Leżą zabici: Kazimierz Torbicz „Kazik” (z lewej) i ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny” (z prawej). W środku siedzi Stanisław Marciniak „Niewinny”, skazany na karę śmierci, zamordowany wraz z Józefem Domańskim „Łukaszem” 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

W tym roku przypada 70. rocznica śmierci „Orlika”. Właśnie dlatego Fundacja Wolność i Demokracja rozpoczyna zbiórkę podpisów pod petycją do Prezydenta RP Andrzeja Dudy o odebranie Orderów Virtuti Militari żołnierzom reżimu komunistycznego odznaczonym za udział w akcji przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu.

„My, niżej podpisani zwracamy się z apelem do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Pana Andrzej Dudy o odebranie Orderów Virtuti Militari żołnierzom reżimu komunistycznego odznaczonym za udział w akcji przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu w wyniku której poniósł śmierć mjr Marian Bernaciak ps. Orlik. Mjr Bernaciak był bohaterem walk z niemieckim najeźdźcą oraz komunistycznym okupantem. Kierował się zawsze honorem żołnierza polskiego oraz wiernością Ojczyźnie. Przypadająca w tym roku 70-ta rocznica jego śmierci w sposób symboliczny zobowiązuje do weryfikacji wszystkich odznaczonych przez władze komunistyczne tym najwyższym polskim orderem bojowym”.

APEL MOŻNA Podpisać tutaj :
https://www.petycjeonline.com/apel_do_prezydenta_rzeczypospolitej_polskiej

Post usunięto ponieważ narusza standardy Facebooka. Link poniżej.
https://wirtualnapolonia.com/2016/02/29/apel-do-prezydenta-odebrac-virtuti-militari-chazarskim-zwyrodnialcom/
#Polishholokaust.

piątek, 21 grudnia 2018

22 grudnia 1944r upa wsparta ukraińską ludnością dokonała morderczych napadów na wsie Toustobaby, Zawadówkę i Korżową.


22 grudnia 1944 r. Toustobaby zostały otoczone przez oddziały UPA, których liczebność świadkowie tamtych wydarzeń oceniają na 500 ludzi. Po otoczeniu wsi rozpoczął się ostrzał zabudowań pociskami zapalającymi, drewniane chaty stanęły w płomieniach.

Następnie bandyci rozpoczęli krwawą rzeź wśród Polaków, nie zważając na płeć i wiek. Mordowano rozstrzeliwując, paląc żywcem, zabijano za pomocą narzędzi gospodarskich. Bandyci nierzadko dopuszczali się tortur. Świadkowie tych wydarzeń twierdzą, że zdarzały się przypadki tortur np. obdzieranie ze skóry czy skalpowanie ofiar. Mienie Polaków było rabowane łącznie z inwentarzem.

Polska ludność cywilna, w sumie ok. 250 osób, schroniła się w kościele, gdzie wraz z obrońcami z IB odpierała ataki napastników. Szturm trwał do momentu nadejścia odsieczy w postaci wojsk sowieckich, co spowodowało wycofanie się i ucieczkę bandytów. Kilkudziesięciu z nich udało się schwytać.
Krwawy bilans rzezi to co najmniej 82 zabitych Polaków, w tym 16 żołnierzy IB. Atak UPA na Toustobaby był częścią większej akcji – w tych samych dniach zaatakowano pobliskie wsie Zawadówka i Korzowa, gdzie zginęło odpowiednio 47 i 15 Polaków.
Wieś Toustobaby, koło Monasterzysk, trudno odnaleźć na współczesnej mapie Ukrainy. Obecnie istnieje pod nazwą Wysokie. Kościół, ta zabytkowa budowla ufundowana w 1866r. przez Jana i Dominika Bogdanowiczów który był schronieniem dla ludności  dziś już nie istnieje, po wojnie  został podpalony przez banderowców, a następnie zniszczony przez Sowietów.



piątek, 7 grudnia 2018

7 grudnia 1939r. Niemcy rozpoczęli mordowanie ok. 1200 pacjentów szpitala psychiatrycznego w Dziekance.


7 grudnia 1939  Akcja T4: Niemcy rozpoczęli mordowanie ok. 1200 pacjentów szpitala psychiatrycznego w Dziekance (od 1951 roku dzielnicy Gniezna).

Program ten nazwano kryptonimem T 4, od adresu placówki kierującej akcją zagłady, mieszczącej się w Berlinie przy Triergartenstrasse 4. Jej celem było stworzenie sześciu ośrodków w Niemczech, które zostały przeznaczone do tego, by przewozić tam chorych psychicznie oraz takie, które uważane są za niewłaściwe w społeczeństwie niemieckim.
Dla dokonywanych zbrodni hitlerowcy używali przewrotnie i bezprawnie określenia eutanazja. Pod tym terminem chcieli ukryć rzeczywiste pobudki i cel swoich działań. Celem tym było wyniszczenie ludzi określanych jako „niezdolnych do współżycia społecznego i wiodących żywot niegodny życia”. Naukowym uzasadnieniem unicestwiania chorych psychicznie były opracowania psychiatry Alfreda Hoche i prawnika Karla Bindinga, którzy w swojej pracy wydanej w 1922r. pt. „Wydanie zniszczeniu istot nie wartych życia”, twierdzili że śmierć takich osób może być uznana przez te osoby i społeczeństwo jako wyzwolenie, a dla państwa oznaczałoby to pozbycie się ciężaru utrzymania osób nie przedstawiających najmniejszej nawet użyteczności.
Tezy te przejął i uwypuklił Adolf Hitler w książce „Mein Kampf”, co stało się podstawą do wprowadzenia ich do programu partii NSDAP. W ten sposób koncepcja zagłady osób nieużytecznych społecznie została rozpowszechniona przez lekarzy SS i innych teoretyków zagłady.
Politykę wyniszczenia poprzedziła zakrojona na szeroką skalę propaganda w postaci referatów, filmów, wykładów dla członków partii oraz dla dzieci w szkołach na temat kosztów utrzymania „bezużytecznych pożeraczy chleba” przez społeczeństwo.
 Wywieszano plakaty i różne rysunki satyryczne, w których pokazywano, jak wielkim obciążeniem dla społeczeństwa niemieckiego są chorzy umysłowo. W tym czasie priorytetem nie stało się leczenie, tylko chodziło o to, żeby pozbyć się tych, którzy naruszali to zdrowie narodowe. Uzasadniano to m. in. koncepcją powinności wobec państwa i wobec higieny rasowej, ale także właśnie uzasadniano to czynnikami ekonomicznymi. Niemcy bardzo skrupulatnie obliczali, ile zaoszczędzą zabijając tylu i tylu ludzi, czyli nie wydając pieniędzy nawet na mąkę, sól, mleko. To było wyliczone co do marki.
W lipcu 1939r. odbyła się w kancelarii Rzeszy poufna konferencja, której przedmiotem był program uśmiercania osób psychicznie chorych. W całej III Rzeszy podjęte zostały przygotowania do wykonania tzw. programu eutanazji. U jego podstaw leżały trzy cele:

- wcielenie w życie idei „czystości rasy”,

- dążenie do ograniczenia zbędnych wydatków państwa na ludzi, którzy są niezdolni do pracy i muszą być utrzymywani,

- zwiększenie zaplecza szpitalnego na potrzeby wojny, poprzez usunięcie ze szpitali istot „niegodnych życia”.

Szpital w Dziekance został wybudowany w latach 1891-1894, a pierwsi pacjenci zostali przyjęci w 1897 roku, było ich ok. 600 osób i taka liczba pacjentów utrzymywała się do 1918 roku. Wtedy właśnie „Dziekankę” przejęły władze polskie, a dyrektorem został Aleksander Piotrowski. Piotrowski uczynił z „Dziekanki” jeden z najbardziej postępowych zakładów psychiatrycznych w Polsce, usunięto kraty z okien, zrezygnowano z metod terapeutycznych opartych na przemocy, a wprowadzono terapie poprzez pracę. W efekcie szpital miał nie tylko najmniejsza umieralność w Polsce, ale być może także jedną z najniższych w Europie. Liczba pacjentów w okresie międzywojennym została podwojona.

Po śmierci Piotrowskiego w 1934 roku dyrektorem szpitala został Wiktor Radka ze Śląska, który do września 1939 roku był wierny zasadom wprowadzonym przez swojego poprzednika. Zmienił jednak poglądy wraz z wejściem Niemców do Polski. - Wprowadził nowe zasady nie tylko dla pacjentów, ale także personelu. Duża część personelu polskiego została zwolniona i zastąpiona personelem niemieckim, a pozostałym zakazał posługiwania się językiem polskim. W momencie przejęcia „Dziekanki” przez Niemców – 11 września 1939 roku, znajdowało się tam wtedy 1172 pacjentów, wśród których byli Niemcy, Ukraińcy, Polacy i Żydzi, podzielono ich na narodowości. Najpierw zamordowano Żydów, potem Polaków i Ukraińców, a na koniec zostawiono tylko Niemców, których wywieziono albo uśmiercono trochę później. Oddziały nr 5 i 2 były ostatnimi miejscami pobytu ludzi przed uśmierceniem. W tym Szpitalu Psychiatrycznym uśmiercono także niemieckich pacjentów przywiezionych z Hamburga, Nadrenii, z okolic Berlina.

Dziekanka była także fikcyjnym miejscem chowania pacjentów zamordowanych w innych szpitalach. Byli oni rzekomo chowani na pobliskim szpitalu. Rodzinom upominającym się o informacje o swoich bliskich chorych, wysyłano fikcyjne świadectwa zgonu z wymyślonymi przyczynami śmierci, z rzekomym numerem miejsca na cmentarzu. Posunięto się nawet do tego, że przyjmowano od nich pieniądze za pielęgnowanie grobu. Zachowała się lista chorych rzekomo ewakuowanych do Dziekanki i tu jakoby zmarłych, obejmująca 1506 nazwisk.

Pacjenci ubierani byli w najgorsze rzeczy i główny pielęgniarz dawał im zastrzyki, prawdopodobnie ze skopolaminy. Duża dawka tego leku powodowała słabość, brak reakcji, pianę na ustach. Doprowadzeni do takiego stanu pacjenci byli wrzucani następnie do podstawionych ciężarówek. W grudniu 1939 roku wywieziono w taki sposób 590 osób i to wiemy dokładnie. Akcją dowodził oficer SS - Herbert Lange. Pacjenci byli po 60-80 osób pakowani do ciężarówek, wywożeni  do Fortu VII w Poznaniu, gdzie urządzono komorę gazową,  Chorzy zamykani byli w bunkrze, którego otwory więźniowie uszczelniali gliną. Do wnętrza bunkra doprowadzony był gaz ze stojącej przed nim butli. Akcję gazowania obserwowali przez okienka funkcjonariusze Sonderkommanda. Po krótkim czasie zwłoki zagazowanych pacjentów były wyciągane z bunkra i ładowane na samochody przez grupę więźniów Fortu VII a potem byli chowani najprawdopodobniej w Palędziu. Pod koniec grudnia 1939 roku podjęto decyzję, że „Dziekanka” nadal będzie przeznaczona dla chorych psychicznie i zmieniła nazwę na „Tigenhof”. Od stycznia, po likwidacji Fortu VII zorganizowano mobilne komory gazowe. Na bocznej ścianie tego samochodu widniał napis „Kaisers Kaffeegeschäft”. Nie wiadomo kto był konstruktorem tego pojazdu. Według wszelkiego prawdopodobieństwa jego pomysłodawcą był niejaki dr Becker z Berlina, zmobilizowany w czasie wojny do służby w Wehrmachcie w randze porucznika. Samochody tego typu początkowo produkowała znana firma Saurer w Berlinie. Później, po wybudowaniu dużych krematoriów w obozach masowej zagłady, produkcję ich ograniczono.
Do uśmiercania pacjentów wskazywał najczęściej dyrektor tego zakładu Viktor Ratka. Brał w tym udział również nad - pielęgniarz Otto Reich. Bezpośrednio przed umieszczeniem pacjentów w komorze gazowej samochodu Otto Reich podawał im zastrzyki ze środkami uspokajającymi.
 Czas trwania załadunku chorych do samochodu wynosił około 2 godzin. Ładowaniu pacjentów towarzyszyły wrzaski, ordynarne wyzwiska, przekleństwa. Chorzy, którzy nie chcieli wejść do samochodu o własnych siłach byli brutalnie kopani i popychani. W komorze gazowej sadzano pacjentów na ławkach i szczelnie zamykano drzwi. Gdy samochód ruszał kierowca wpuszczał do komory gaz, który uśmiercał. Już po 15 minutach można było wyciągać ciała. W lasach, w miejscach wyznaczonych, więźniowie wyładowywali zwłoki zagazowanych z komory i grzebali w zbiorowych mogiłach. Po zakończonej „akcji” teren maskowano trawą i drzewkami. W okresie od 7 grudnia 1939r. do 12 stycznia 1940r. Sonderkommando SS Lange zamordowało w taki sposób 1200 osób.
W następnych latach pacjentów ze szpitala w Dziekance uśmiercał już na miejscu, zatrudniony tam personel. Chorym podawano w formie iniekcji środki, po których szybko umierali. Podawano im w nadmiernych ilościach: Luminal, Scopolamine, Chloralhydral i inne środki. Podawaniem środków uśmiercających zajmowali się Otto Reich, Heinrich Jobst oraz pielęgniarze i pielęgniarki: Otto Borchardt, Karl Hoppe, Richard Wenzlaff, Marie Ludtke, Emma Schark, Gertruda Wieczorek, Erna Abraham.
Pacjenci szpitala między innymi byli głodzeni, a także przeprowadzano na nich medyczne eksperymenty, które później wykorzystywano w obozach koncentracyjnych. Stworzono także specjalny oddział dziecięcy, do którego trafiło 138 dzieci, z czego 88 tych młodych pacjentów w niewyjaśnionych okolicznościach po prostu zniknęło.
Chyba niewiele osób wie, że w Gnieźnie był  największy oddział dziecięcy w Kraju Warty. Tutaj przywożono dzieci w wieku od 4 do 14 lat i także je tu mordowano. Były to dzieci z Prus Wschodnich, ale także rodowici Polacy.
Oficjalnie udowodniono, że w latach 1939-1945 w „Tigenhof” zamordowano 3686 osób, choć niemieckie źródła mówią nawet o 6 tysiącach zabitych.

Zagładę pacjentów Szpitali prowadzono też w innych miejscach. Przejęte zostały Zakłady Psychiatryczne w Owińskach koło Poznania, w Kościanie, w Warcie i Kochanówce koło Łodzi, w Gostyninie. Przejęto również Zakłady Opieki Społecznej w Bojanowie i Śremie. Wraz z przejęciem zakładów następowały wszędzie zmiany na stanowiskach dyrektorów, kierowników administracji i nad - pielęgniarzy. Stanowiska te obsadzane były odtąd przez Niemców przybyłych z Rzeszy.

Akcją uśmiercania pacjentów Szpitali Psychiatrycznych zajmowała się specjalna jednostka funkcjonariuszy tajnej policji państwowej w Poznaniu („Sonderkommando SS”) dowodzona przez komisarza kryminalnego SS Obersturmführera Herberta Lange. Został on w roku 1939 wyznaczony przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy do dokonywania zabójstw pacjentów. W celu wypełnienia powierzonego mu zadania, Obersturmführerowi Lange oddano do dyspozycji sztab ludzi składający się z 15 mężczyzn z Policji Bezpieczeństwa oraz 60 osób z policji. Kommando Lange pracowało zupełnie samodzielnie i nie dostawało rozkazów ani od kierowników zakładów leczniczych, ani od samorządu Kraju Warty w Poznaniu. Zadania przekazywane były bezpośrednio z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. W oddziale tym pracowała grupa więźniów z Fortu VII, więzienia i miejsca kaźni wielu Polaków.
„Sonderkommando SS” przeprowadzało zagładę pacjentów na podstawie list „do ewakuacji” sporządzonych przez dyrekcje szpitali które były wysłane do siedziby t4 w Berlinie.

„Biada ludowi Niemiec, gdzie zabija się niewinnych, a ich mordercy pozostają bezkarni. (…) Nie mamy do czynienia z maszynami, końmi i krowami, których jedyny cel polega na służeniu ludzkości, wytwarzaniu dóbr dla człowieka. Maszyny można złomować, a zwierzęta zaprowadzić do rzeźni, kiedy nie spełniają już swoich funkcji. Nie, mamy do czynienia z ludzkimi istotami, naszymi bliźnimi, naszymi braćmi i siostrami. Z biednymi chorymi ludźmi – jeśli chcecie: ludźmi nieproduktywnymi. Ale utracili oni prawo do życia? Czy wy i ja sam mamy prawo żyć tylko tak długo, jak długo jesteśmy użyteczni, dopóki inni uznają nas za takich?”
(bł. bp Clemena Augusa von Galen z Moguncji, w 1944 r. aresztowany i osadzony w Sachsenhausen)

poniedziałek, 26 listopada 2018

Niemiecki mord na łódzkim dziennikarzu Stanisławie Sapocińskim (1904-1939)

Niemiecki mord na łódzkim dziennikarzu Stanisławie Sapocińskim (1904-1939)*
W czwartek 26 października 1939 r. w mieszkaniu przy ul. Piotrkowskiej 111 gestapo
zatrzymało łódzkiego dziennikarza, trzydziestopięcioletniego Stanisława Sapocińskiego
(ur. 7 września 1904 r.), syna Hermana. Do wyprowadzanego przez funkcjonariuszy Polaka, jeden
z Niemców powiedział: „drogi kolego, proszę iść z nami, musimy wyjaśnić niektóre rzeczy”. Dzień
po Święcie Niepodległości niemiecki sąd doraźny skazał go na śmierć. Cała rozprawa nie trwała
dłużej aniżeli pięć minut. Miejsce pochówku ustalono dopiero w roku 2008, leżał wśród innych
czterdziestu zamordowanych na byłym poligonie wojskowym na Brusie w Łodzi. Przy szkielecie
dziennikarza archeolodzy znaleźli resztki pióra ze złotą stalówką oraz imienny bilet kolejowy.
Niemcem, który powoływał się na przyjaźń i uczestniczył w zatrzymaniu dziennikarza mógł
być Adolf Kargel, współredaktor niemieckojęzycznej gazety „Freie Presse”. Po zajęciu Łodzi przez
Niemców - 7 września 1939 r. - jej druk wznowiono, a po upływie kolejnych tygodni
przekształcono ją w „Deutsche Lodzer Zeitung” (od kwietnia 1940 r. „Litzmannstädter Zeitung”).
Według dziennikarza Adama Ochockiego ów zagorzały hitlerowiec dostarczył gestapo listę
członków Syndykatu Dziennikarzy Łódzkich. Dane siedemdziesięciu siedmiu zrzeszonych w nim
Polaków, Żydów oraz Niemców uszczegółowił o adres zamieszkania i miejsce zatrudnienia.
Przed wojną Sapocińskiego znano jako kierownika Polskiej Agencji Telegraficznej w Łodzi
i felietonistę „Kuriera Łódzkiego” oraz „Echa”. Karierę prasową zapoczątkował na łamach
tygodnika satyrycznego „Nocnik Teatralny”. Pismo powstało w lutym 1922 r. i miało niedługi
żywot – jednego numeru – choć w skład redakcji weszli ludzie znani: Stanisław Kempner
(ekonomista i redaktor naczelny „Nowej Gazety”), Andrzej Pronaszko (scenograf współpracujący
z Leonem Schillerem i Aleksandrem Zelwerowiczem) oraz malarz-miniaturzysta Artur Szyk.
Wobec tego skąd pomysł, aby pióro oddać w ręce nieznanego wówczas osiemnastoletniego
Sapocińskiego. W tym względzie nie decydowało wykształcenie, gdyż przyszły dziennikarz
nie ukończył studiów prawniczych w Poznaniu. Ubolewał nad tym jego ojciec Herman, który
w Łodzi administrował kilkoma kamienicami w centrum miasta. Prawnikiem Sapociński nie został,
ale w 1922 r. do rodziny weszła jego ukochana, łodzianka Marianna Szulc. W 1929 r. małżonkowie
doczekali się dziecka, nadając synowi imię Andrzej. Był to również początek stabilizacji
zawodowej Sapocińskiego, który zdobył stałą posadę - w istniejącym od 1925 r. - dzienniku
„Echo”, będący konkurencją dla „Expressu Ilustrowanego”. Do tego czasu Sapociński jako
felietonista pisywał do „Kalejdoskopu”, a w latach 1927-1929 pracował dla prorządowegodziennika „Hasło Łódzkie”, którego wydawcą było Towarzystwo Rzemieślnicze Resursa.
Dla gazety przygotowywał recenzje teatralne, szkoląc się pod okiem redaktora naczelnego
Stanisława Targowskiego (1893-1944) oraz Mieczysława Jagoszewskiego (1897-1987),
odpowiedzialnego za dział kulturalny. W 1929 r. przeszedł do dziennika łódzkiego „Echo”, którego
redaktorem naczelnym był Franciszek Probst i został pracownikiem koncernu Jana
Stypułkowskiego, który oprócz „Echa” wydawał również „Kurier Łódzki”. W nowym miejscu
zatrudnienia i używał pseudonimu Jerzy Krzecki, pisząc do stałej rubryki. Swoje felietony nazywał
pieszczotliwie karteczkami i przez dziesięć lat uzbierał ich niemal 3,5 tys. Wypowiadał się przede
wszystkim na tematy społeczne, obyczajowe i kryminalne. Lubił skandalizować, czym dał wyraz
w 1931 r., publikując broszurę literacką, której tytuł zaczerpnął ze znanego szlagieru,
wykonywanego przez Eugeniusza Bodo (1899-1943). Mowa oczywiście o piosence „Sex appeal”,
której słowa napisał Emanuel Schlechter (1906-1943), zaś muzykę skomponował Henryk Wars
(1902-1977). Pięć lat później wydał w Drukarni Artystycznej niewielką broszurę, w której opisał
i zilustrował sześć lat istnienia łódzkiego radia. Większość życia zawodowego poświęcił jednak
dziennikowi „Echo”, gdzie prowadził dział kryminalny, odpowiednio ubarwiając doniesienia z sal
sądowych. Pisał zgodnie z trendami wyznaczonymi przez krakowski „Ilustrowany Kurier
Codzienny”, który swego czasu zmonopolizował informacje z wokand sądowych II
Rzeczypospolitej.
Nakaz aresztowania Sapocińskiego łódzkie gestapo wystawiło dopiero 8 listopada 1939 r.,
wraz z nim uwięziono jego dwóch przyjaciół, tj.: Stanisława Rachalewskiego (1900-1945), który
był dziennikarzem i redaktorem „Kuriera Łódzkiego” oraz redaktora „Republiki” Szymona Glücka
(1904-1939). Bardzo szybko rodziny zatrzymanych ustaliły ich miejsce odosobnienia w fabryce
Michała Glazera na Radogoszczu przy ul. Krakowskiej 55 (ob. ul. Liściasta 17), gdzie do stycznia
1940 r. mieścił się obóz. Przez kilka dni Maria Sapocińska w towarzystwie żon innych
dziennikarzy, tj.: Leokadii Glück oraz Stanisławy Furmańskiej1 przychodziła pod ogrodzenie
prowizorycznego miejsca odosobnienia, by dostarczyć więźniom czystą odzież oraz jedzenie.
Pod koniec listopada 1939 r. jeden ze strażników poinformował Sapocińską, że rzeczy dla męża
nie będą już przyjmowane. Swoją odmowę uzasadnił faktem wywiezienia dziennikarza z obozu.
Nadzieję oczekujących kobiet rozwiał dopiero dziennikarz Rachalewski, którego zwolniono
z początkiem 1940 r. z obozu na Radogoszczu. Według jego informacji w listopadzie 1939 r.Glücka, Sapocińskiego oraz dziennikarza Jana Wojtyńskiego samochodem ciężarowym
przewieziono do siedziby łódzkiego gestapo przy ul. Anstadta 7. W budynku rezydował sąd
doraźny, który hitlerowska administracja powołała 22 września 1939 r. Rozprawy odbywały się
w przyspieszonym trybie, a wyroki nie podlegały apelacji i kary śmierci najczęściej wykonywano
tego samego dnia. Skład owego sądu stanowił przewodniczący, będący równocześnie kierownikiem
danej placówki gestapo oraz dwóch minowanych przez niego ławników. Ocaleli jedynie
Rachalewski oraz Wojtyński, którzy potwierdzili (jak się okazało niesłusznie), że wyżej
wymienionych kolegów rozstrzelano w lasach lućmierskich. W oparciu o te informacje łódzki sąd
w 1947 r. uznał Glücka i Sapocińskiego za zmarłych. Wraz z nimi mieli zginąć również inni
dziennikarze, chociażby redaktor naczelny dziennika ilustrowanego „Republika” Czesław
Ołtaszewski (1895-1939) i jego dwaj współpracownicy: Adam Grynfeld oraz Antoni Weiss.
W dniach 13-21 maja 2008 r. łódzcy archeolodzy prowadząc badania na byłym poligonie
wojskowym na Brusie, odkryli szkielety czterdziestu mężczyzn. Po śledztwie wszczętym przez
Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi ustalono, że ofiary
zginęły 12 listopada 1939 r. Sprawcami zbrodni byli Niemcy, choć nie dowiedziono, że miejscem
egzekucji był Brus. Istnieją przesłanki, że ciała pomordowanych przywieziono na poligon. Wszyscy
zgładzeni mieli powiązane z tyłu ręce, a strzały oddano z bliskiej odległości w tył czaszki,
posługując się bronią krótką. Do niektórych osób strzelano kilkakrotnie. Uroczysty pogrzeb
pomordowanych odbył się 1 września 2009 r. na łódzkim cmentarzu komunalnym na Dołach,
z czterdziestu ofiar zdołano zidentyfikować jedynie kilkoro, tj.: dziennikarza Sapocińskiego
(1904-1939), adwokata dr. Alfreda Bellera (1890-1939), prawnika Urzędu Miasta Łodzi
Władysława Krzemińskiego (1904-1939), członka Rady Miejskiej w Łodzi Henryka Szulca
(1903-1939) oraz posła na Sejm Tomasza Tadeusza Wilkońskiego (1885-1939).
Artur Ossowski
(IPN Oddział w Łodzi)